Minął już ponad rok odkąd tkwię w szczęśliwym związku z Paulą. Szczęśliwym, naprawdę. Oczywiście jak w każdym związku są chwile uniesienia i chwilę upadku, chwile gdy mam ochotę ją zostawić i iść gdzieś w pi.... i chwilę gdy czuję że jest ona tą jedyna i mogę z nią iść na koniec świata choćby za chwilę. Ostatnio dość często się kłócimy. Jestem dupkiem zbytnio, jesteśmy już razem ponad rok, zaaklimatyzowałem się do końca, a jednak czasami robię takie akcje, że siąść i płakać, a najgorsze to to, że mimowolnie, że nie celowo ale samo tak wychodzi..Paula zaczęła teraz studia a większym mieście, chciała się tam przeprowadzić, to niby tylko 30 km dalej, ale jakoś byłem przeciwny. Bałem się, że ją stracę, tak naprawdę, ciągle się boję, przez to jej studiowanie, ale nie mogę jej tego zabronić. Ufam jej, więc nie zrobi mi nic złego. Dużo razy nad tym myślałem, że jak tylko ona się przeprowadzi to będzie to koniec naszego związku, bo odległość, inne tryby życia, trzeba będzie przełknąć tę porażkę. Udało mi się ją tymczasowo przekonać, ale nie wiem jak pójdzie dalej, bo uparła się że w drugim roku się chce przenieść. Na siłę jej tutaj nie zatrzymam, więc moze jakoś to przetrawmy. Póki co jesteśmy szczęśliwi i cieszmy się tym co mamy..naprawdę warto cieszyć się chwilą i to nie tylko w miłości, ale i w przyjaźni, bo teraz o przyjaźni. Ja, Mateusz, Kinga i Tomek, to taka 4 od początku szkoły wspólnej, NO świetna ekipa, nie idzie się nudzić w tymi ludźmi, ale od niedawna każde ma swój świat. Ja poświęcam więcej czasu mojej Pauli, Kinga ma swojego bohatera, chociaż czasami jej dbija i ugania się za innymi, ale nie umoralniam jej od pewnego czasu, bo to nie moja rola. A Tomek, Tomek znalazł parę miesięcy temu dziewczynę i tak bardzo bardzo chciał ją mieć, że postanowił ją Kochać od pierwszego dnia tej wielkiej znajomości, żeby broń Boże Mateusz, zakompleksiony, acz świetny gość nie zdobył jej pierwszy. No i zdobył, gratulacje dla niego, ale jak to w życiu bywa, koszt musi być. A kosztem jego miłości, byli jego przyjaciele..a dlaczego tak to już nie chcę snuć podejrzeń. Widać to chocby po tym, ze każde nasze zaproszenie dla niego i jego dziewczyny jest odrzucane, dosłownie każde, wiec chyba lepiej do nie zapraszac..:( No i teraz dzięki Bogu ostatni z nas, Mateusz szuka kogoś, bo zmienił trochę image i jest odważniejszy i w ogóle nowy, lepszy. Ma już parę kandydatek, ale żadnej stałej..a niestety zmianę już po nim widać. Każde niepowodzenie z którąś odbija się na nas, a chyba nie o to chodzi..reszta nas, swoich niepowodzen nie odbija na grupie..tylko wygaduje się i samemu naprawia, a ten nerwusek wyładuje na nas..a chyba nie na to zasługujemy jak ojcowie jego zmiany, jego sukcesów, wieczni pocieszyciele i Ci co zawsze byli najbliżej! NO, ale życie idzie do przodu, lada moment kończymy szkołę to i z czasem pewnie znajomość się rozejdzie. Może to dobra opcja by zacząć żegnać się już teraz, będzie łatwiej..:(
Tagi:
znajomi Kochanie
27.09.2011 o godz. 20:51
komentuj (1)
wszystko się zmienia! Jestem w 100% otworzony przed Paulą i teraz już wiem, że mój blog powoli traci sens:) Kocham ja, jestem tego pewien i będę z nią do końca życia, a bynajmniej bym chciał! Tak bardzo mi na niej zależy, że tęsknię za jej dotykiem zaraz po naszym rozstaniu.:( Jest dla mnie wszystkim i wszelkie wątpliwości rozwiane. Należe tylko do niej, a ona do mnie. Warto było wyprzedzić wszystkich, rzucić wszystko na jedną szalę. Opłacało się;) Życzyć nam szczescia!:D
Tagi:
Paula
Lada dzień stuknie 4 miesiące odkąd jestem z Paulą, muszę przyznać, ze jest to mój osobisty rekord, bo nigdy wcześniej nie byłem dłużej z żadną dziewczyną. To już chwilka czasu jest, ale zaczyna mnie to meczyć, może ja nie jestem stworzony do zwiazków? Zaproponowałem Pauli wyjazd na sylwestra do mojej rodziny, do Sandomierza, na parę dni, Paula miała spytać swoją mamę o zgodę, a ta nie pozwoliła i się wściekłem. Wiem, że nie powinienem tak robić, że nie powienienem doprowadzać jej do łez, tak głupimi akcjami, ale naprawdę liczyłem, iż ten wyjazd zbliży nas do siebie, ale mamusia oczywiście pokrzyżowała plany. A dziś, gdy Paula była u mnie, w trakcie rozmowy wyszedł taki temat, że ja nie lubię jej mamy. Zaprzeczyłem, żeby nie sprawiać jej przykrości, ale tak faktycznie jest. Nie znoszę tej kobiety, może nie tyle nie znoszę, co irytuje mnie. A czym? No bo ogólnie, nienawidzę jak ktokolwiek próbuje układać moje życie, więc kiedy ktoś krzyżuje moje plany to jest to swoistego rodzaju ingerowanie w mój sposób na życie, a tego nie znoszę. Prawda znana od wiek wieków, zięć z teściową się nie dogada, heheh.
Wracając do tematu, zastanawiam się nad istotą tego związku, że tak jak wspomniałem, lada moment stuknie 4 miesiąc a ja dalej tkwię w tym układzie, a nie wiem czy ja w ogóle kocham tą dziewczynę? Bo nigdy w życiu nie doświadczyłem prawdziwej miłości, dlatego trudno rozpoznać mi czy to uczucie to jest właśnie 'to'. NIe dogadujemy się w wielu kwestiach, mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają, my jesteśmy zupełnie z innych bajek, ale to nie jest dowodem na nasze wielkie uczucie tylko powody do setek kłótni. Kłócimy się o byle pierdoły, zwykle z mojego powodu. Podczas jednej z kłótni Paula krzyknęła do mnie "Popatrz raz na to co ja czuję, nie myśl tylko o sobie"! Ha! I już miałem powód do rozmyślania na następny tydzień, oczywiscie przepraszała, że to w emocjach, ze to dotyczyło jednej sytuacji, że mam nie rozpatrywać tego całościowo. Mi w każdym bądź razie przypomniało moją największą wadę: Egoizm. Jestem Egoistą przez duże E, interesuje mnie to co dotyczy mnie, żebym ja miał korzyść z czegoś, żeby mi się nic nie stało! Non stop ja! Dlatego tak wiele osób, które mnie znają nie wyobrażało sobie żebym ja był w związku, bo gdzie egoista w związku, ale teraz wszyscy wierzą, że odkąd jestem z Paulą jestem inny, zmieniłem się, wydoroślałem. A ja, tak naprawdę nie jestem gotowy chyba na ten związek, nie nadaje się do niego. Codziennie myślę sobie, że chyba czas zerwać, ale jednak jest we mnie cząstka altruizmu..myślę co będzie z Paulą, że szkoda mi jej, że nie chce burzyć jej świata, bo wiem że się we mnie strasznie zakochała, tak egzystuję w tym związku z dnia na dzień..A następną moją wadą, którą mi zarzuca i Paula i znajomi to jest tajemniczość. To, że nie pozwalam się poznać do końca. Nikt z moich najbliższych, nikt z mojego otoczenia nie wie co ja czuje, co ja myślę, bo nie pozwalam sobie tego zabrać, tej cząstki prywatności. Moja dziewczyna Paula, moi przyjaciele Kinga, Mateusz, Zbyszek, oni tak naprawde nie wiedzą co ja czuje i kim ja jestem. I chociaż nazywam Paulę ukochaną, a ich przyjaciółmi, pomagam im w każdej potrzebie, świetnie się z nimi dogaduje to kiedy ja mam problem, mógłbym liczyć na ich pomoc, radę, to ja tego nie chce. Nie pozwalam sobie pomóc, o swoich problemach nie mówię, kiedy widzą, ze ewidentnie coś jest nie tak to ukrywam to, nie dam im prawdziwej odpowiedzi o czym myślę, co czuję, bo się boje..nie wiem czego, ale się boję! Boje się otworzyć przed kimkolwiek tak naprawdę, tak w 100%. Nikt mnie jeszcze nie otworzył, nie rozpakował do końca, bo ja nie umiem pozwolić na to, nie umiem pomóc:( Trudno, taką mam naturę...Oglądałem ostatnio ciekawy film: "Samotność w sieci". Czuję się czasami jak bohaterowie tego filmu, tzn mam dziewczynę, przyjaciół, rodzinę, znajomych, a mimo wszystko czuję się w tym wszystkim samotny, tylko, że w moim wypadku moja samotność jest moim życzeniem. To ja życzę sobie tej samotności, a cała moja charakterystyka to nie jestem ja, to mój tworzony przeze mnie samego wizerunek. I muszę napisać, że jestem w tym mistrzem, ponieważ pisałem ostatnio w sieci z taką dziewczyną, którą znam ze szkoły. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że w trakcie rozmowy wyszło od niej, że ja wg niej jestem pewny siebie. A kiedy Mateuszowi, jednemu z moich przyjaciół powiedziałem, że w gruncie rzeczy jestem niesmiały i wstydliwy to zaczął się śmiać, czyli faktycznie jestem prefekcjonistą w tworzeniu własnego, sztucznego wizerunku. Chciałbym kiedyś być z dziewczyną przed którą otworzę się całkowicie, ale to chyba będzie już moja żona, bo żonie w końcu trzeba będzie ufać:) No nie?:D
Nie mam dla was dzisiaj żadnej nutki:) Chyba, że chcecie taką jaką ja teraz sobie właczyłem;) Mało wspólnego z tematem, ale ładna:)
No i Wesołych Świąt, do siego roku:)
Wracając do tematu, zastanawiam się nad istotą tego związku, że tak jak wspomniałem, lada moment stuknie 4 miesiąc a ja dalej tkwię w tym układzie, a nie wiem czy ja w ogóle kocham tą dziewczynę? Bo nigdy w życiu nie doświadczyłem prawdziwej miłości, dlatego trudno rozpoznać mi czy to uczucie to jest właśnie 'to'. NIe dogadujemy się w wielu kwestiach, mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają, my jesteśmy zupełnie z innych bajek, ale to nie jest dowodem na nasze wielkie uczucie tylko powody do setek kłótni. Kłócimy się o byle pierdoły, zwykle z mojego powodu. Podczas jednej z kłótni Paula krzyknęła do mnie "Popatrz raz na to co ja czuję, nie myśl tylko o sobie"! Ha! I już miałem powód do rozmyślania na następny tydzień, oczywiscie przepraszała, że to w emocjach, ze to dotyczyło jednej sytuacji, że mam nie rozpatrywać tego całościowo. Mi w każdym bądź razie przypomniało moją największą wadę: Egoizm. Jestem Egoistą przez duże E, interesuje mnie to co dotyczy mnie, żebym ja miał korzyść z czegoś, żeby mi się nic nie stało! Non stop ja! Dlatego tak wiele osób, które mnie znają nie wyobrażało sobie żebym ja był w związku, bo gdzie egoista w związku, ale teraz wszyscy wierzą, że odkąd jestem z Paulą jestem inny, zmieniłem się, wydoroślałem. A ja, tak naprawdę nie jestem gotowy chyba na ten związek, nie nadaje się do niego. Codziennie myślę sobie, że chyba czas zerwać, ale jednak jest we mnie cząstka altruizmu..myślę co będzie z Paulą, że szkoda mi jej, że nie chce burzyć jej świata, bo wiem że się we mnie strasznie zakochała, tak egzystuję w tym związku z dnia na dzień..A następną moją wadą, którą mi zarzuca i Paula i znajomi to jest tajemniczość. To, że nie pozwalam się poznać do końca. Nikt z moich najbliższych, nikt z mojego otoczenia nie wie co ja czuje, co ja myślę, bo nie pozwalam sobie tego zabrać, tej cząstki prywatności. Moja dziewczyna Paula, moi przyjaciele Kinga, Mateusz, Zbyszek, oni tak naprawde nie wiedzą co ja czuje i kim ja jestem. I chociaż nazywam Paulę ukochaną, a ich przyjaciółmi, pomagam im w każdej potrzebie, świetnie się z nimi dogaduje to kiedy ja mam problem, mógłbym liczyć na ich pomoc, radę, to ja tego nie chce. Nie pozwalam sobie pomóc, o swoich problemach nie mówię, kiedy widzą, ze ewidentnie coś jest nie tak to ukrywam to, nie dam im prawdziwej odpowiedzi o czym myślę, co czuję, bo się boje..nie wiem czego, ale się boję! Boje się otworzyć przed kimkolwiek tak naprawdę, tak w 100%. Nikt mnie jeszcze nie otworzył, nie rozpakował do końca, bo ja nie umiem pozwolić na to, nie umiem pomóc:( Trudno, taką mam naturę...Oglądałem ostatnio ciekawy film: "Samotność w sieci". Czuję się czasami jak bohaterowie tego filmu, tzn mam dziewczynę, przyjaciół, rodzinę, znajomych, a mimo wszystko czuję się w tym wszystkim samotny, tylko, że w moim wypadku moja samotność jest moim życzeniem. To ja życzę sobie tej samotności, a cała moja charakterystyka to nie jestem ja, to mój tworzony przeze mnie samego wizerunek. I muszę napisać, że jestem w tym mistrzem, ponieważ pisałem ostatnio w sieci z taką dziewczyną, którą znam ze szkoły. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że w trakcie rozmowy wyszło od niej, że ja wg niej jestem pewny siebie. A kiedy Mateuszowi, jednemu z moich przyjaciół powiedziałem, że w gruncie rzeczy jestem niesmiały i wstydliwy to zaczął się śmiać, czyli faktycznie jestem prefekcjonistą w tworzeniu własnego, sztucznego wizerunku. Chciałbym kiedyś być z dziewczyną przed którą otworzę się całkowicie, ale to chyba będzie już moja żona, bo żonie w końcu trzeba będzie ufać:) No nie?:D
Nie mam dla was dzisiaj żadnej nutki:) Chyba, że chcecie taką jaką ja teraz sobie właczyłem;) Mało wspólnego z tematem, ale ładna:)
No i Wesołych Świąt, do siego roku:)
Chwila przed dniem Wszystkich Świętych, nuda zżera, bo akcja "zgon" po alkoholu trwa:) Więc siedzę przed komputerem, ustrzegłem się dziś alkoholu. Byłem wczoraj u mej ukochanej, u Pauli:) Tak, tak, u Pauli, tej o którą zawalczyłem. Odbyło się to jeszcze w wakacje. Dokładnie 21.08 umówiłem się z nią na spacer, tak przejść się, porozmawiać i co wyszło? Wyznanie miłości i mamy kolejny związek. Na początku podchodziłem do tego z dystansem, bo żaden mój związek nie trwał zbyt długo, ok. 2 miesięcy to była granica górnolotna, toteż nie nastawiałem się na jakiś przebojowy związek. Zaczęliśmy od razu od problemu, bo tyle że zaczęliśmy chodzić w sobotni wieczór, to już w niedzielny ranek był pierwszy problem: Tomek! Tomasz obraża się gęsto na najlepszego przyjaciela i kandydatkę na dziewczynę, bo są razem i on dowiaduje się przypadkiem. Przysięgam, że planowałem z nim porozmawiać, ale nie było kiedy nawet, bo chciałem się z nim ugadać na piwo i mu powiedzieć, ale on strzela wcześniej focha i ma wyrąbane na mnie, bo go oszukałem. I jak się zarzeka wszelkim znajomym i przyjaciołom wspólnym, że to wcale nie chodzi o Paule tylko o to, że go okłamaliśmy z wyjazdem (wspólny wyjazd mój i Pauli przyp. red.). Tylko dziwne, że pogodziliśmy się, od tamtego czasu byliśmy parę razy na piwie, by przypomnieć sobie po miesiącu że go okłamaliśmy, to jest chore! No, ale cóż, co zrobimy, moja ważna w tamtych chwilach koleżanka pięknie napisała: "jeśli będziecie się kochać to pokonacie wszelkie problemy, a to uczucie odda wam wszystko w najpiękniejszych chwilach". Bo generalnie, nie wiem czy wspominałem, ale ja, Tomek, Mateusz i Kinga przyjaźnimy się w tym świetnym czworokącie, więc kiedy poróżniłem się ja z Tomkiem, a czworokąt opowiedział się po mojej stronie i uważał, że nie miałem za co przepraszać, to odpuściłem. Postanowiłem mieć w d** tak jak on ma mnie, nie przepraszać, niech się gniewa. Ja będę z Paulą, a on jak zrozumie wszystko to albo do nas wróci albo jeden przyjaciel mniej. Zrozumiał w szybkim tempie, że dłużej tak się nie da, co więcej odzywa się normalnie do mnie i do niej, więc już wszystko ok. Bo bez sensu się gniewać, a ja? Ja jestem dumny z siebie, że to już 2 miesiące i 10 dni razem, jak na mnie to fenomenalne osiągnięcie i przedstawiona rodzicom i wszelakim znajomym, więc chyba pozostanie na dłużej, bo jeszcze trochę czasu i szkoda będzie zostawić z sentymentu, ale to jest właśnie miłość.
No i pozostaje mi życzyć Wesołych Świąt:D
No i pozostaje mi życzyć Wesołych Świąt:D
Tagi:
Paula Tomek
Mamy wakacje!! To i się◘ dużo dzieje, tak jak i przed wakacjami, ale dobra. Za granicę nie wyjechałem co prawda, ale podjąłem pracę tu, na miejscu. Więc Judyta nie miała problemu z czekaniem, w ogóle nie miała problemu, bo za długo się sobą nie nacieszyliśmy. BYliśmy ze sobą zaledwie 5 dni, bo mieliśmy zupełnie inne poglądy na związek. Może ja nareszcie dorosłem, ale ja szukałem czegoś poważnego, a ona okazała się małą dziewczynką. MOże wiele jak na swój wiek, ale chce mało, bo nie mysli o związkach poważnie, tylko jak typowa 15 latka. Tzw Fiubździu w głowie:) Więc trzeba było sobie dać spokój, tylko że jak to zwykle u mnie jest po każdej "przygodzie" stawiam sobie jakieś konkretne pytanie. I tutaj sobie postawiłem pytanie Dlaczego jako znajomi dogadaliśmy się świetnie, a jako para ona mnie denerwowała każdym słowem? Hmm...a odpowiedź natknąłem się zupełnykm przypadkiem na internecie,gdzie znalazłem taki oto cytat: "Zakochanie to poznanie wad ukochanej, a chodzenie to poznanie zalet i wad". I coś w tym kurcze musi być, bo od razu uznałem to za odpowiedź na postawione przeze mnie pytanie. A przygoda o nazwie Judyta uważam za zamkniętą do momentu dojrzenia tej małej dziewczynki:)
Za to poznałem pewną Paule.Paula to przyjaciółka mojej koleżanki z klasy/ Paulę poznałem na półmetku klasowym mojej klasy, wówczas każdy to miał przyjść z osobą towarzyszącą i ona się tam znalazła. Nie zapoznalismy się na tym półmetku w ogóle, potem znaleźliśmy się na pewnym portalu internetowym, wymieniliśmy się numerami i tak sobie smsowaliśmy. Mój przyjaciel stwierdził, że podoba mu się ta Paula i chciałby spróbować z nią być, więc już wtedy powinienem powiedzieć STOP, lecz to juz nie było łatwe. Spotkaliśmy się na 18 wspólnego przyjeciela mojego i Tomka.Ona przyszła oczywiście z Tomkiem, więc to z nim sie powinna bawić, lecz na tej imprezie niestety, albo i stety ona miała go gdzieś, a całą noc spędziła tańcząc i rozmawiając ze mną. Myślałem że to przecież nic nie znaczy, ale w głowie po cichu krążyła myśl, że przecież mogę ją zdobyć. Umówiliśmy się nad zalewem pewnej słonecznej niedzieli, pojechałem po nią, spędziliśmy cały dzień wspólnie, ja ją prosiłem zeby nie mówiła Tomkowi, bo przecież on sie na mnie obrazi. Strasznie bałem się tego, ze on się obrazi...nie dowiedział się, ale raz jak rozmawialiśmy mówił, że on wie że wokół Pauli kręci się paru gości, wiec mu odeśmiałem się, żeby mnie nie bił, a on mi, że o mnie nie jest zazdrosny, bo wie ze jak bede z nią tylko kolegą...ja pisałem z Paulą coraz więcej, aż ona chciała, żebym zabrał ją na 18 do mojego kolegi, więc ją zabrałem. Ale trzeba było to jakoś Tomkowi skręcić. Wymysliliśmy jakiś tani kicz, w który oczywiście on uwierzył, chociaż był już wcześniej zły na mnie o to...lecz kres jego wytrzymałości nadszedł później.
W mojej wakacyjnej pracy miałem napięty grafik, pracuje także weekendy, lecz gdy przejrzałem grafik wprzód zobaczyłem jeden wolny weekend. Szybko zwołałem chłopaków i postanowiliśmy, że jedziemy gdzieś. Wybraliśmy się nad jezioro na 3 dni. Mieliśmy jechać w 3 lecz stwierdziliśmy, że wziąć dziewczyny byłoby fajnie. Hmm..no to telefon do Pauli i już jest ona z 2 kolezankami:) 6 osób, jeden pokój, nad jeziorem. Moze być ciekawie. Nadszedł dzień wyjazdu, oczywiście pochalalismy tam konkretnie a kiedy zasypiałem przytulony do Pauli czułem się szczęśliwy. Tylko oczywiście kombinowanie, że Tomek nie moze wiedzieć...ale niestety poszedł na ognisko ze znajomymi naszymi i wszystko sie wydało. O kurcze...
A w sobotni wieczór Mateusz z Paulą poszli na dyskotetkę, w której to w rytm jednej z piosenek zaczęli się całować. NIe powiem, bo ze wszystkich moich dotychczasowych przygód to jej pocałunek był najfajniejszy.
W rytm tej piosenki działo się to wszystko, a co śmieszne, to chyba tłumaczenia refrenu nie musze tu dawać? "cause i can't fight this feeling, we should be lovers" =====> bo nie mogę walczyć z tym uczuciem! POwinniśmy być kochankami"
Treść dość wymowna, ale po powrocie było gorzej. Rozmowa z Tomkiem, nie wiedziałem jak się mamy bronić. Ciężko było wyplatać sie z tych kłamstw, których użylismy dotychczas. MI wybaczył, jej też. Ona postanowiła oddalić się ode mnie i od niego. Powiedziałem ze nie, że ode mnie może sie odsunąć ale od neigo nie w tym momencie. Ja jemu powiedziałem że zerwe z nią kontakt, ale on ...zabronił mi tego. Prosił, żeby nic się nie zmieniało..tylko że Paula kontaktu ze mną nie zerwała i chyba nie chce, bo pisze do mnie i dzwoni ciągle...
A ja nie wiem:( Spróbować i powalczyć o swoje szczęście z nią czy obejść się smakiem w ramach przyjaźni i ogólnego poszanowania w klasie? Bo nikt nie pochwali, że miałem odwage powalczyć o szczęście, lecz wszyscy zganią, że "wszedłem w droge Tomkowi"
Za to poznałem pewną Paule.Paula to przyjaciółka mojej koleżanki z klasy/ Paulę poznałem na półmetku klasowym mojej klasy, wówczas każdy to miał przyjść z osobą towarzyszącą i ona się tam znalazła. Nie zapoznalismy się na tym półmetku w ogóle, potem znaleźliśmy się na pewnym portalu internetowym, wymieniliśmy się numerami i tak sobie smsowaliśmy. Mój przyjaciel stwierdził, że podoba mu się ta Paula i chciałby spróbować z nią być, więc już wtedy powinienem powiedzieć STOP, lecz to juz nie było łatwe. Spotkaliśmy się na 18 wspólnego przyjeciela mojego i Tomka.Ona przyszła oczywiście z Tomkiem, więc to z nim sie powinna bawić, lecz na tej imprezie niestety, albo i stety ona miała go gdzieś, a całą noc spędziła tańcząc i rozmawiając ze mną. Myślałem że to przecież nic nie znaczy, ale w głowie po cichu krążyła myśl, że przecież mogę ją zdobyć. Umówiliśmy się nad zalewem pewnej słonecznej niedzieli, pojechałem po nią, spędziliśmy cały dzień wspólnie, ja ją prosiłem zeby nie mówiła Tomkowi, bo przecież on sie na mnie obrazi. Strasznie bałem się tego, ze on się obrazi...nie dowiedział się, ale raz jak rozmawialiśmy mówił, że on wie że wokół Pauli kręci się paru gości, wiec mu odeśmiałem się, żeby mnie nie bił, a on mi, że o mnie nie jest zazdrosny, bo wie ze jak bede z nią tylko kolegą...ja pisałem z Paulą coraz więcej, aż ona chciała, żebym zabrał ją na 18 do mojego kolegi, więc ją zabrałem. Ale trzeba było to jakoś Tomkowi skręcić. Wymysliliśmy jakiś tani kicz, w który oczywiście on uwierzył, chociaż był już wcześniej zły na mnie o to...lecz kres jego wytrzymałości nadszedł później.
W mojej wakacyjnej pracy miałem napięty grafik, pracuje także weekendy, lecz gdy przejrzałem grafik wprzód zobaczyłem jeden wolny weekend. Szybko zwołałem chłopaków i postanowiliśmy, że jedziemy gdzieś. Wybraliśmy się nad jezioro na 3 dni. Mieliśmy jechać w 3 lecz stwierdziliśmy, że wziąć dziewczyny byłoby fajnie. Hmm..no to telefon do Pauli i już jest ona z 2 kolezankami:) 6 osób, jeden pokój, nad jeziorem. Moze być ciekawie. Nadszedł dzień wyjazdu, oczywiście pochalalismy tam konkretnie a kiedy zasypiałem przytulony do Pauli czułem się szczęśliwy. Tylko oczywiście kombinowanie, że Tomek nie moze wiedzieć...ale niestety poszedł na ognisko ze znajomymi naszymi i wszystko sie wydało. O kurcze...
A w sobotni wieczór Mateusz z Paulą poszli na dyskotetkę, w której to w rytm jednej z piosenek zaczęli się całować. NIe powiem, bo ze wszystkich moich dotychczasowych przygód to jej pocałunek był najfajniejszy.
W rytm tej piosenki działo się to wszystko, a co śmieszne, to chyba tłumaczenia refrenu nie musze tu dawać? "cause i can't fight this feeling, we should be lovers" =====> bo nie mogę walczyć z tym uczuciem! POwinniśmy być kochankami"
Treść dość wymowna, ale po powrocie było gorzej. Rozmowa z Tomkiem, nie wiedziałem jak się mamy bronić. Ciężko było wyplatać sie z tych kłamstw, których użylismy dotychczas. MI wybaczył, jej też. Ona postanowiła oddalić się ode mnie i od niego. Powiedziałem ze nie, że ode mnie może sie odsunąć ale od neigo nie w tym momencie. Ja jemu powiedziałem że zerwe z nią kontakt, ale on ...zabronił mi tego. Prosił, żeby nic się nie zmieniało..tylko że Paula kontaktu ze mną nie zerwała i chyba nie chce, bo pisze do mnie i dzwoni ciągle...
A ja nie wiem:( Spróbować i powalczyć o swoje szczęście z nią czy obejść się smakiem w ramach przyjaźni i ogólnego poszanowania w klasie? Bo nikt nie pochwali, że miałem odwage powalczyć o szczęście, lecz wszyscy zganią, że "wszedłem w droge Tomkowi"
Tagi:
Paula Tomek
Chłopczyk dawno tu nie zaglądał, a sporo się dzieje, pora na bajkę o Judytce:) JUdytka-dziewczyna z sąsiedniej wioski, nawet nazwałbym to jakąś osadą, czy kolonią, taka dziura. Ale dziewczyne ogólnie fajna, więcej czasu spędza ona ma mojej wiosce aniżeli swojej, bo jej siostra to moja ciocia i tak często sie spotykaliśmy. Tylko ostatnimi czasy cześciej prywatnie w dwójke niż u cioci na herbatce. Zwykle byłem z nią "na cześć" i nawet nie wiem jak to wyszło, że skumplowalismy sie bliżej. A znamy się już szmat czasu, tylko teraz coś z tym robimy. Dla mnie ona zawsze była bardzo dziecinna, przyjeżdżając tu do nas często biegała z dziećmi, więc nie traktowałem jej poważnie...
Aż do niedawna, bo to dziecko to już śliczna dziewczyna a ten rozum podstawówki kończy gimnazjum, więc myslę że trzeba kuć żelazo póki gorące i coś kręcić...
Chciałbym z nią być, ale będę czuł się podle wobec własnego brata, bo odkąd zacieśniliśmy naszą znajomość z tamtą wioską, to on sobie wiele obiecał z nią. Ona co prawda miała go gdzieś i pisała do mnie, a ona mi sie podoba więc trudno mi zdecydować. Chciałbym z nią spędzać jak najwięcej czasu, tulić ją, całować.
Tylko że ona ma 16 lat, miała już paru chłopaków, mógłbym z nią zacząć już, ale mam okazje wyjechać na całe wakacje do pracy za granice...ona mi gawarantuje że poczeka, ale nigdy nie była w takiej sytuacji, więc ona sama nei wie jak dałaby sobie rade...2 miesiace bez chłopaka, a z chłopakiem...czy nie za dużo jak na nia...warto spróbować, cięzkie byłoby rozstanie, ale świetny powrót...jeśli byłoby do kogo:)
Moja mała blondyneczka!:)
Tak ją zapamiętam!;*
Aż do niedawna, bo to dziecko to już śliczna dziewczyna a ten rozum podstawówki kończy gimnazjum, więc myslę że trzeba kuć żelazo póki gorące i coś kręcić...
Chciałbym z nią być, ale będę czuł się podle wobec własnego brata, bo odkąd zacieśniliśmy naszą znajomość z tamtą wioską, to on sobie wiele obiecał z nią. Ona co prawda miała go gdzieś i pisała do mnie, a ona mi sie podoba więc trudno mi zdecydować. Chciałbym z nią spędzać jak najwięcej czasu, tulić ją, całować.
Tylko że ona ma 16 lat, miała już paru chłopaków, mógłbym z nią zacząć już, ale mam okazje wyjechać na całe wakacje do pracy za granice...ona mi gawarantuje że poczeka, ale nigdy nie była w takiej sytuacji, więc ona sama nei wie jak dałaby sobie rade...2 miesiace bez chłopaka, a z chłopakiem...czy nie za dużo jak na nia...warto spróbować, cięzkie byłoby rozstanie, ale świetny powrót...jeśli byłoby do kogo:)
Moja mała blondyneczka!:)
Tak ją zapamiętam!;*
Tagi:
Judka
No i doczekałem się!
Liczyła się dla mnie jedynie ona, Patrycja. Spotkaliśmy się lutego co było naszym oficjalnym początkiem. Zaczęło się cudownie, jak w bajce, Namiętnym pocałunkiem (ale w takiej innej bajce, bo w bajkach nikt się namiętnie nie całuje:D) NO i taka inna bajka to była, było to cos naprawdę wyjątkowego dla mnie, Tylko że bajki kończą się pięknie, a nasza nie do końca. Byliśmy ze sobą i było nam dobrze. Kochałem ją z całych sił, a 20 luty był dla mnie najszczęsliwszym dniem w życiu, tak szczęśliwym że dałem się namówić na picie. Poszliśmy do mojej sąsiadki, trochę za dużo tej wódki było bo wraz z Martą dałem się ponieść emocjom i doszło do równie namiętnego pocałunku, o którym zapomniałem i broń Boże Patrycja nie wie do dziś. I bardzo dobrze, byliśmy dalej razem z Patrycją, ale ja wyczuwałem, że zaczyna się psuć, wiele razy jej o tym mówiłem lecz ona nie zauważała tego...śpiewałem jej taką oto piosenkę:
Prosiłem aby każde jedno słowo odebrała ode mnie, kiedy dzwoniłem do niej specjalnie i perfidnie puszczałem tą piosenkę, żeby pokazać jej co przeżywam. Ta piosenka najlepiej oddawała moje uczucia wtedy. Obiecywała poprawę, jednak bez skutków. Postanowiłem się z nią rozstać, nie miałem jak się spotkać, więc zadzwoniłem do niej. Nie sthórzyłem do końca i nie ograniczyłem się tylko do smsa, stać mnie było na telefon. Kiedy powiedziałem jej wszystko, rozpłakała się do telefonu, a mi serce pękało. Samemu mi poszły łzy! Rozłączyłem się czym prędzej, zatelefonowałem ponownie za kilka minut, przeprosiłem, bo wiedziałem że nie tak to miało wyglądać;/ Nie ja miałem płakać, wszystkie jej koleżanki ostro mnie krytykowały za tą decyzję, ale byłem nieugięty. Kiedy przemyslałem, chciałem się z nią spotkać, ale "ona nie miała czasu". Mówiła mi że nie, bo ma lekcje do kiedy jej przyjaciółka z klasy mówiła że mają normalnie lekcje do 13 jakoś;/ Widocznie mało jej zależało na spotkaniu. Na sms odpisywała zupełnie inaczej, oschle, z wyrzutem, aż pewnego dnia napisała mi że telefon zgubiła a następnego dnia jedzie po nowy. Spotkaliśmy się w grupie znajomych w dniu kiedy kupiła ten nowy telefon, o niczym nie marzyłem tylko z nią porozmawiać, nie odezwała się do mnie ani słowem, a cały czas pisała z kimś, piła piwko i paliła papierosy jeden za drugim, a wszystko dlatego bo wie że tak bardzo tego nienaiwdze u niej. Godziłem się już z końcem tego związku, poprosiły dziewczyny żeby ją zawieźć, kiedy zajechaliśmy pod jej dom, wysiadła ze zwykłym "cześć" rzuconym mimochodem w moim kierunku. Nie wytrzymałem, kazałem poczekać chwile chłopakom, bo ja musze rozmawiać z nią, bo nie wyrobie. Zaczęliśmy rozmowe, spytałem czy ona naprawdę chce końca, odpowiadała zdecydowanie że nie chce kończyć, a na pytanie czy ma kogoś mówiła że nie, a jednak cały wieczór z kimś przepisała! Spytałem jeszcze czy może pokazać skrzynkę odbiorczą, to nie chciała pod żadnym pozorem i już wiedziałem, że kogoś ma. Zarzekała się na wszelkie świetości, że nie jest taka szybka, ze nie ma nikogo. Ja jednak domyślałem się po sposobie jej zachowania. Pare razy "groziłem" że się odizoluje od niej, jeśli kogoś ma, lecz cały czas ta sama śpiewka, że kocha mnie i nikogo innego, lecz kiedy chciałem do niej wrócić stwierdziła, że nie, bo się boi. Wtedy właśnie uświadomiłem sobie, że co ja narobiłem. Taką fajną dziewczynę zostawiłem i ma ją teraz ktoś inny. Będę sobie pluł w brodę do końca życia! Żałuję strasznie, lecz co mi przyjdzie z żalu. Prosiłem aby przyszła na moją 18, to nie mogła! Każdą moją prośbę miała zargumentowaną jakąś wymówką. Na moje 18 urodziny nie przyszła, bo rzekomo mama miała wywieźć ją do ciotki, lecz nie wywiozła i była w domu. Tylko, że powiedziała mi to po imprezie;/ NO, ale...poprosiłem czy pójdzie ze mną na ognisko do znajomych: "bardzo chętnie! Zrobię wszystko aby naprawić to jak wiele razy zawaliłam!" No to pieknie, pomyślałem. Podałem jej datę to stwierdziła że chętnie, ale nie, bo ma impreze u przyjaciółki, a kiedy przełożyłem ognisko, one przełożyły jednak imprezę. Ja spowrotem ognisko to już wtedy mama jej nie pozwoliła, bo mama jej była i ciągle jest ustawiona murem "za" jej byłym chłopakiem! Dlatego tylko i wyłącznie jej matkę obwiniam o rozpad naszego związku!;/
Obecnie odezwałem się do niej wczoraj, kiedy szykowała się na impreze do tej koleżanki! Co śmieszne na takiej samej imprezie, u tej samej koleżanki ja się z nią "poznawałem". To miał być w wersji dla jej chłopaka: "babski wieczór". DLa mnie w wersji też miały wczoraj taki, ale ja w to nie wierzę ani trochę!:/ Jestem już w 100% pewien że kogoś ma, albo po prostu już aż tak jej nie ufam!;/
Zebrałem się w sobie i postanowiłem już nic się nie odzywać! Czekać na jej ruch! Wiem, że jeśli nie zawalczę to mogę stracić ją bezpowrotnie już całkiem, lecz najlepiej będzie jak zacznę się z tym godzić!;] Przegrałem ją, wątpie czy odzyskam. Na pewno nie zapomnę NIGDY!!
Liczyła się dla mnie jedynie ona, Patrycja. Spotkaliśmy się lutego co było naszym oficjalnym początkiem. Zaczęło się cudownie, jak w bajce, Namiętnym pocałunkiem (ale w takiej innej bajce, bo w bajkach nikt się namiętnie nie całuje:D) NO i taka inna bajka to była, było to cos naprawdę wyjątkowego dla mnie, Tylko że bajki kończą się pięknie, a nasza nie do końca. Byliśmy ze sobą i było nam dobrze. Kochałem ją z całych sił, a 20 luty był dla mnie najszczęsliwszym dniem w życiu, tak szczęśliwym że dałem się namówić na picie. Poszliśmy do mojej sąsiadki, trochę za dużo tej wódki było bo wraz z Martą dałem się ponieść emocjom i doszło do równie namiętnego pocałunku, o którym zapomniałem i broń Boże Patrycja nie wie do dziś. I bardzo dobrze, byliśmy dalej razem z Patrycją, ale ja wyczuwałem, że zaczyna się psuć, wiele razy jej o tym mówiłem lecz ona nie zauważała tego...śpiewałem jej taką oto piosenkę:
Prosiłem aby każde jedno słowo odebrała ode mnie, kiedy dzwoniłem do niej specjalnie i perfidnie puszczałem tą piosenkę, żeby pokazać jej co przeżywam. Ta piosenka najlepiej oddawała moje uczucia wtedy. Obiecywała poprawę, jednak bez skutków. Postanowiłem się z nią rozstać, nie miałem jak się spotkać, więc zadzwoniłem do niej. Nie sthórzyłem do końca i nie ograniczyłem się tylko do smsa, stać mnie było na telefon. Kiedy powiedziałem jej wszystko, rozpłakała się do telefonu, a mi serce pękało. Samemu mi poszły łzy! Rozłączyłem się czym prędzej, zatelefonowałem ponownie za kilka minut, przeprosiłem, bo wiedziałem że nie tak to miało wyglądać;/ Nie ja miałem płakać, wszystkie jej koleżanki ostro mnie krytykowały za tą decyzję, ale byłem nieugięty. Kiedy przemyslałem, chciałem się z nią spotkać, ale "ona nie miała czasu". Mówiła mi że nie, bo ma lekcje do kiedy jej przyjaciółka z klasy mówiła że mają normalnie lekcje do 13 jakoś;/ Widocznie mało jej zależało na spotkaniu. Na sms odpisywała zupełnie inaczej, oschle, z wyrzutem, aż pewnego dnia napisała mi że telefon zgubiła a następnego dnia jedzie po nowy. Spotkaliśmy się w grupie znajomych w dniu kiedy kupiła ten nowy telefon, o niczym nie marzyłem tylko z nią porozmawiać, nie odezwała się do mnie ani słowem, a cały czas pisała z kimś, piła piwko i paliła papierosy jeden za drugim, a wszystko dlatego bo wie że tak bardzo tego nienaiwdze u niej. Godziłem się już z końcem tego związku, poprosiły dziewczyny żeby ją zawieźć, kiedy zajechaliśmy pod jej dom, wysiadła ze zwykłym "cześć" rzuconym mimochodem w moim kierunku. Nie wytrzymałem, kazałem poczekać chwile chłopakom, bo ja musze rozmawiać z nią, bo nie wyrobie. Zaczęliśmy rozmowe, spytałem czy ona naprawdę chce końca, odpowiadała zdecydowanie że nie chce kończyć, a na pytanie czy ma kogoś mówiła że nie, a jednak cały wieczór z kimś przepisała! Spytałem jeszcze czy może pokazać skrzynkę odbiorczą, to nie chciała pod żadnym pozorem i już wiedziałem, że kogoś ma. Zarzekała się na wszelkie świetości, że nie jest taka szybka, ze nie ma nikogo. Ja jednak domyślałem się po sposobie jej zachowania. Pare razy "groziłem" że się odizoluje od niej, jeśli kogoś ma, lecz cały czas ta sama śpiewka, że kocha mnie i nikogo innego, lecz kiedy chciałem do niej wrócić stwierdziła, że nie, bo się boi. Wtedy właśnie uświadomiłem sobie, że co ja narobiłem. Taką fajną dziewczynę zostawiłem i ma ją teraz ktoś inny. Będę sobie pluł w brodę do końca życia! Żałuję strasznie, lecz co mi przyjdzie z żalu. Prosiłem aby przyszła na moją 18, to nie mogła! Każdą moją prośbę miała zargumentowaną jakąś wymówką. Na moje 18 urodziny nie przyszła, bo rzekomo mama miała wywieźć ją do ciotki, lecz nie wywiozła i była w domu. Tylko, że powiedziała mi to po imprezie;/ NO, ale...poprosiłem czy pójdzie ze mną na ognisko do znajomych: "bardzo chętnie! Zrobię wszystko aby naprawić to jak wiele razy zawaliłam!" No to pieknie, pomyślałem. Podałem jej datę to stwierdziła że chętnie, ale nie, bo ma impreze u przyjaciółki, a kiedy przełożyłem ognisko, one przełożyły jednak imprezę. Ja spowrotem ognisko to już wtedy mama jej nie pozwoliła, bo mama jej była i ciągle jest ustawiona murem "za" jej byłym chłopakiem! Dlatego tylko i wyłącznie jej matkę obwiniam o rozpad naszego związku!;/
Obecnie odezwałem się do niej wczoraj, kiedy szykowała się na impreze do tej koleżanki! Co śmieszne na takiej samej imprezie, u tej samej koleżanki ja się z nią "poznawałem". To miał być w wersji dla jej chłopaka: "babski wieczór". DLa mnie w wersji też miały wczoraj taki, ale ja w to nie wierzę ani trochę!:/ Jestem już w 100% pewien że kogoś ma, albo po prostu już aż tak jej nie ufam!;/
Zebrałem się w sobie i postanowiłem już nic się nie odzywać! Czekać na jej ruch! Wiem, że jeśli nie zawalczę to mogę stracić ją bezpowrotnie już całkiem, lecz najlepiej będzie jak zacznę się z tym godzić!;] Przegrałem ją, wątpie czy odzyskam. Na pewno nie zapomnę NIGDY!!
Tagi:
Patka
Dawno mnie tutaj nie było, a wydarzyło się wiele:)
Świetą Bozego Narodzenia i Sylwester spedziłem za granicą, trochę bardzo smutno, bo nie było hucznej imprezy, ale był czas pomyśleć uświadomić sobie parę rzeczy. I Sobie uświadomiłem, że Paulina...to naprawdę jest bez sensu jak już pisałem wcześniej z tamtych wpisach. Pisaliśmy co prawda jeszcze parę dni po moim powrocie, ale ja poznałem nową dziewczyną Patrycję. O tym jak ja poznałem to moze póxniej, ale ona odegrała dość istotną rolę w tym całym zamieszaniu. Pisałem z nią, wypisywałem całe pakiety smsów razem z nią, a przyszedł weekend, ze nie napsiałem do Pauliny. Jakoś nie brakowało mi pisania z nią, ona pisała co się dzieje czemu nic nie pisze. W poniedziałkowy wieczór, pisałem cały dzień z Patrycją, a w ten własnie wieczór kontynuując rozmawianie z nią pryszedł mi do głowy szatański pomysł;] Napisałem do Pauliny smsa o treści "I za to Cię właśnie kocham;*" a zaraz potem że to pomyłka, bo chciałem go wysłać do koleżanki:) No, ale wtedy się zaczęło, pretensje do mnie, dlaczego jej nie odpisywałem, a pisałem z inną. Dla niej to było nie zrozumiałe, bo ona uzależniła się od smsowania ze mną, a ja chciałem to zakonczyć, a moze nie tyle kończyć co trochę ograniczyć napewno. No i tak zaczałem, tylko, ze wtedy dostałęm takie słowa w moim kierunku, że samemu mi się głupio zrobiło. Dostałem tzw "Zjebę" aż mi się głupio zrobiło kilka razy. Zadzwoniłem ją opieprzyć, że nie jestem jakąś szmatą co sobie może na mnie nakłaść pare słów, tylko, że jak ona zaczeła się tłumaczyć, to się popłakała;/ I wtedy to mi się naprawdę zrobiło przykro, co ja narobiłem, chciałem jej napisać głupiego smsa, żeby była zazdrosna, a tak wyszło;/ Bo to głupie, ale lubię jak ktoś jest o mnie zazdrosny...w każdym bądź razie zaproponowałem, żeby się trochę ode mnie odzwyczaiła, bo nie moze być tak, ze ja do końca życia będę samotny, bo ona tego nie zniesie. Nie nie nie! Bądźmy rozsądni, każde z nas ma swoje życie i sobie nim kieruje, trudno nie wyszło, trzeba próbować gdzie indziej:) No i był spokój, pisałem sobie z Patrycją, było super:) Umówiliśmy się pare razy, a poznałem ją dzięki kuzynowi, bo on poznał jej koleżanki na jakiejś imprezie:) No to się skolegowaliśmy, podczas kiedy ja ją poznawałem miała chłopaka:) Swoją drogą, nie wiem czemu nie uważam siebie za jakiegoś Casanovę, nie jestem specjalnie ładny, ale zawsze jak zaczynam pisac z jakąś dziewczyną, dziwnym zbiegiem okoliczności w ich związkach się psuje. Nie wiem o co tutaj chodzi, ale nawet mnie się to podoba. Spotkaliśmy się jeszcze parę razy, aż Patka zaprosiła mnie na imprezę. Z koleżankami swoimi robiły sobie domówkę, bo rodzice jednej z nich wyjechali na wesele. To pojechaliśmy, a jej tak bardzo zależało na spotkaniu ze mną na tej imprezie, ze powiedziała swojemu chłopakowi, że to babski wieczór, ze nie moze z nią iść. No i wszystko byłoby super na tej imprezie, gdyby nie fakt, że nie wiadomo skąd jej chłopak dowiedział się o tej imprezie i przyszedł tam z kolegą zrobić awanturę. Dziewczyny chciały im nie otwierać, ale kiedy zaczęli kopać w drzwi to musieliśmy z kuzynem interweniować. I poszliśmy w dym. Poszarpaliśmy tam pare razy chłopaków. Dali spokój. Ale Patrycja była cała roztrzęsiona przez tego frajera, wiec musiałem z nią porozmawiac, pocieszyć. Staliśmy na klatce schodowej chwilę, wszyscy poszli do mieszkania, kiedy było jej zimno, dałem jej kurtkę. Patrzyliśmy sobie w oczy, kiedy ona nic nie mówiąc przytuliła sie, objąłem ją mocno, żeby poczuła się bezpiecznie. Zaczęsliśmy się całować i był to najpiękniejszy pocałunek mojego życia. W Każdym bądź razie po tej imprezie żegnaliśmy sie jeszcze z pół godziny, ale na nic to, bo ona ciągle tkwiła w tym chorym związku. Od tamtej pory nasze stosunki się zacieśniły i obiecała, że będę nastęny, że jak tylko się z nim rozstanie będzie ze mną, bo czuje do mnie najwiecej, chce być ze mną, ale...nie umie zerwać z nim, bo boi się jego reakcji. Chciałem z nią iść pogadać z gościem, ale wtedy nic by nie pogadali raczej, a na pewno musiałbym się z nim bić, bo nie wytrzymałby tego. W każdym bądź razie czekam ciagle, aż dzieewczyna zerwie z tym chłopakiem, bo ja chcę z nią być, nawet już mamy "naszą" piosenkę:)
A w tym czasie odezwała się do mnie Marta, najlepsza przyjaciółka Pauliny z prośba zebym napisał do niej, opierałem się długo, bo umówiłem się z nią ze jak zatęskni to niech napisze. NIe pisała, więc sie nie narzucałem, nie pisała chociaż kilka głuchych telefonów miałem. Napisałem, oczywiscie udawał zaskoczoną jak przeczytała mojego smsa, no ale..podczas tej rozmowy z Marta pogadaliśmy jeszcze i powiedziałem jej o Patrycji. Najsmieszniejszym przypadkiem jest to, ze Pauliny "niechcący" przeczytała wiadomosci Marty i wie, ze mam kogoś. Nie umie sobie z tym poradzić, ale spróbuje jakoś się z tym pogodzić. Skoro razem pisały to mogły od razu powiedzieć, a nie robić ze mnie idiotę, ze nie sa razem że niby to co pisze z Marta to z Marta a nie z Marta i Pauliną w duecie;/ Bez sensu kompletnie, mogła napisać, ale honor jej nie pozowlił, bo jak się tłumaczyła bała się mojej reakcji. Wiec chyba mam opinie psychola tam wyrobioną, ale...kobiet nigdy nie umiałem rozumieć. Obecnie czekam na Patrycje i jakiś ruch w tym kierunku, bo tylko ona się dla mnie teraz liczy. Strzała Amora ustrzeliła mnie!;**
Świetą Bozego Narodzenia i Sylwester spedziłem za granicą, trochę bardzo smutno, bo nie było hucznej imprezy, ale był czas pomyśleć uświadomić sobie parę rzeczy. I Sobie uświadomiłem, że Paulina...to naprawdę jest bez sensu jak już pisałem wcześniej z tamtych wpisach. Pisaliśmy co prawda jeszcze parę dni po moim powrocie, ale ja poznałem nową dziewczyną Patrycję. O tym jak ja poznałem to moze póxniej, ale ona odegrała dość istotną rolę w tym całym zamieszaniu. Pisałem z nią, wypisywałem całe pakiety smsów razem z nią, a przyszedł weekend, ze nie napsiałem do Pauliny. Jakoś nie brakowało mi pisania z nią, ona pisała co się dzieje czemu nic nie pisze. W poniedziałkowy wieczór, pisałem cały dzień z Patrycją, a w ten własnie wieczór kontynuując rozmawianie z nią pryszedł mi do głowy szatański pomysł;] Napisałem do Pauliny smsa o treści "I za to Cię właśnie kocham;*" a zaraz potem że to pomyłka, bo chciałem go wysłać do koleżanki:) No, ale wtedy się zaczęło, pretensje do mnie, dlaczego jej nie odpisywałem, a pisałem z inną. Dla niej to było nie zrozumiałe, bo ona uzależniła się od smsowania ze mną, a ja chciałem to zakonczyć, a moze nie tyle kończyć co trochę ograniczyć napewno. No i tak zaczałem, tylko, ze wtedy dostałęm takie słowa w moim kierunku, że samemu mi się głupio zrobiło. Dostałem tzw "Zjebę" aż mi się głupio zrobiło kilka razy. Zadzwoniłem ją opieprzyć, że nie jestem jakąś szmatą co sobie może na mnie nakłaść pare słów, tylko, że jak ona zaczeła się tłumaczyć, to się popłakała;/ I wtedy to mi się naprawdę zrobiło przykro, co ja narobiłem, chciałem jej napisać głupiego smsa, żeby była zazdrosna, a tak wyszło;/ Bo to głupie, ale lubię jak ktoś jest o mnie zazdrosny...w każdym bądź razie zaproponowałem, żeby się trochę ode mnie odzwyczaiła, bo nie moze być tak, ze ja do końca życia będę samotny, bo ona tego nie zniesie. Nie nie nie! Bądźmy rozsądni, każde z nas ma swoje życie i sobie nim kieruje, trudno nie wyszło, trzeba próbować gdzie indziej:) No i był spokój, pisałem sobie z Patrycją, było super:) Umówiliśmy się pare razy, a poznałem ją dzięki kuzynowi, bo on poznał jej koleżanki na jakiejś imprezie:) No to się skolegowaliśmy, podczas kiedy ja ją poznawałem miała chłopaka:) Swoją drogą, nie wiem czemu nie uważam siebie za jakiegoś Casanovę, nie jestem specjalnie ładny, ale zawsze jak zaczynam pisac z jakąś dziewczyną, dziwnym zbiegiem okoliczności w ich związkach się psuje. Nie wiem o co tutaj chodzi, ale nawet mnie się to podoba. Spotkaliśmy się jeszcze parę razy, aż Patka zaprosiła mnie na imprezę. Z koleżankami swoimi robiły sobie domówkę, bo rodzice jednej z nich wyjechali na wesele. To pojechaliśmy, a jej tak bardzo zależało na spotkaniu ze mną na tej imprezie, ze powiedziała swojemu chłopakowi, że to babski wieczór, ze nie moze z nią iść. No i wszystko byłoby super na tej imprezie, gdyby nie fakt, że nie wiadomo skąd jej chłopak dowiedział się o tej imprezie i przyszedł tam z kolegą zrobić awanturę. Dziewczyny chciały im nie otwierać, ale kiedy zaczęli kopać w drzwi to musieliśmy z kuzynem interweniować. I poszliśmy w dym. Poszarpaliśmy tam pare razy chłopaków. Dali spokój. Ale Patrycja była cała roztrzęsiona przez tego frajera, wiec musiałem z nią porozmawiac, pocieszyć. Staliśmy na klatce schodowej chwilę, wszyscy poszli do mieszkania, kiedy było jej zimno, dałem jej kurtkę. Patrzyliśmy sobie w oczy, kiedy ona nic nie mówiąc przytuliła sie, objąłem ją mocno, żeby poczuła się bezpiecznie. Zaczęsliśmy się całować i był to najpiękniejszy pocałunek mojego życia. W Każdym bądź razie po tej imprezie żegnaliśmy sie jeszcze z pół godziny, ale na nic to, bo ona ciągle tkwiła w tym chorym związku. Od tamtej pory nasze stosunki się zacieśniły i obiecała, że będę nastęny, że jak tylko się z nim rozstanie będzie ze mną, bo czuje do mnie najwiecej, chce być ze mną, ale...nie umie zerwać z nim, bo boi się jego reakcji. Chciałem z nią iść pogadać z gościem, ale wtedy nic by nie pogadali raczej, a na pewno musiałbym się z nim bić, bo nie wytrzymałby tego. W każdym bądź razie czekam ciagle, aż dzieewczyna zerwie z tym chłopakiem, bo ja chcę z nią być, nawet już mamy "naszą" piosenkę:)
A w tym czasie odezwała się do mnie Marta, najlepsza przyjaciółka Pauliny z prośba zebym napisał do niej, opierałem się długo, bo umówiłem się z nią ze jak zatęskni to niech napisze. NIe pisała, więc sie nie narzucałem, nie pisała chociaż kilka głuchych telefonów miałem. Napisałem, oczywiscie udawał zaskoczoną jak przeczytała mojego smsa, no ale..podczas tej rozmowy z Marta pogadaliśmy jeszcze i powiedziałem jej o Patrycji. Najsmieszniejszym przypadkiem jest to, ze Pauliny "niechcący" przeczytała wiadomosci Marty i wie, ze mam kogoś. Nie umie sobie z tym poradzić, ale spróbuje jakoś się z tym pogodzić. Skoro razem pisały to mogły od razu powiedzieć, a nie robić ze mnie idiotę, ze nie sa razem że niby to co pisze z Marta to z Marta a nie z Marta i Pauliną w duecie;/ Bez sensu kompletnie, mogła napisać, ale honor jej nie pozowlił, bo jak się tłumaczyła bała się mojej reakcji. Wiec chyba mam opinie psychola tam wyrobioną, ale...kobiet nigdy nie umiałem rozumieć. Obecnie czekam na Patrycje i jakiś ruch w tym kierunku, bo tylko ona się dla mnie teraz liczy. Strzała Amora ustrzeliła mnie!;**
Tagi:
Patrycja
Ja tam jakimś casanovą nie jestem, ale na każdą z dziewczyn patrze jak potencjalną kandydatkę na dziewczynę. Na jednym ze słynnych portali zajrzałem na profil Ilony, przyjaciółki mojej koleżanki. Ona napisała coś w prywatnej wiadomości, ja skomentowałem zdjęcie, ona wysłała zaproszenie, więc pozostało się tylko poznać lepiej. Wymieniliśmy miedzy sobą numery telefonów, pisaliśmy, dzwoniliśmy do siebie. Wiedziałem, ze ma chłopaka, ale powiem szczerze liczyłem, ze rozwalę to. Potem napisał do mnie jej chłopak, zęby dać Ilonie spokój, odpisywałem, żeby dał mi spokój, bo groziło mu to "strąceniem głowy". Dał mi spokój, spotkałem się z Iloną na Dniach pewnego miasta. Porozmawialiśmy sobie, myślałem, że urwie ze mną kontakt potem, a jednak nie taki brzydki ze mnie chłopak skoro taka dziewczyna chciała dalej pisać ze mną. POdtrzymywaliśmy kontakt, ona codziennie psiała mi, że z jej chłopakiem układa jej się coraz gorzej. Płakała mi do słuchawki, że jej facet pojechał na dyskotekę z kumplami, a zostawił ją samą. Ona nie zasłużyła na takie traktowanie. Kiedy jej gość znowu napisał, żebym dał jej spokój dostał opieprz ode mnie za to jak ją traktuje. Pogodzili się, a ja wiedziałem, ze teraz to ja już nie mam szans. Ilona powiedziała mi, że sypia ze swoim facetem od 3 lat, jej rodzice wiedzą o tym, zostaje u niej na noc, pomyślałem: miłość skonsumowana raczej nei da się skruszyć. Odpuściłem sobie, a wszystko do czasu, kiedy zrezygnowany oglądałem dziewczyny w internecie, na n-k, napisała do mnie Paulina. Paulina była kuzynką Ilony, która również miała chłopaka, ale akurat ona z nim nie sypiała, bo to był raczej chłopak "aby był". Wymiana numerów standardowo, pisaliśmy. Ilona o niczym nie wiedziała. Aż do czasu kiedy napisała do mnie, że dziękuje mi, ze ją oszukałem. Wiedziałem, ze chodzi o Paulinę. Ilona miała pretensje do mnie, że nie powiedziałem jej o tym wcześniej. Naprawdę nie miałem stosownej okazji jej o tym mówić. Ilona powiedziała, że głupio wygląda, że zarywam do 2 dziewczyn naraz i to jeszcze kuzynek. Miała rację, ale spytałem wprost, czy ona patrzyła na mnie jak na kandydata na nowego chłopaka, a ona na to: "Oczywiście, gdyby nie Marcin to przysięgam, że byłabym z Tobą". I tutaj mnie ścięło, bo ja nic nie wyczułem...;/ Pisałem dalej z Pauliną, Ilona zakochała się spowrotem w swoim facecie. Ciesze się, ale nie mogła mieć swojego chłopaka i trzymać mnie w rezerwie. Ona mi również się strasznie podobała, mógłbym się w niej zakochać. Obiecałem jej, ze jak tylko zerwie z Marcinem, a ja byłbym z Pauliną albo jakąkolwiek inną dziewczyną to na jednego smsa zrywam i jestem z Iloną. Zrobiłbym tak, zdecydowanie. Póki co kontakt z Iloną wrócił na tory koleżeńskie, piszę z Pauliną, jak się przypadkiem dowiedziałem, Paulina leci na mnie, chce ze mną być. Tylko, ze mi jest się ciężko zdecydować. Najprawdopodobniej będę z Pauliną, a to oznacza, ze częściej będę się spotykał z... Iloną i rozkocham ją spowrotem w sobie, bo chcę ją mieć dla siebie. A Paulina...może niech będzie z Marcinem...i teraz pytanie, aż tak walczyć o szczęście?!;((
Piosenka pasowałaby do tej historii, "Kochaj tylko raz"...ale którą naprawdę?Ehh...
Kontynuacja wygląda następująco: Paulina i ja bawiliśmy się razem na dyskotece, spotkaliśmy się tam przypadkowo. Byłem kilka razy u niej, wyznała mi miłość. Każdy na moim miejscu wiedziałby co dalej, ale ja widocznie jestem głupi;/Nie wiem, bo jej nie kocham, a nie widzę sensu oszukiwać się tak że niby coś do niej czuję. Mój kuzyn zaczął chodzić z dziewczyną którą poznał na dyskotece i nic dobrego z tego nie wyszło. Czy ma sens chodzenie z sobą bez miłości?! Moim zdaniem nie! Chyba lepiej kolegować się dalej i rozmawiać ze sobą normalnie jak gdyby nigdy nic niż być ze sobą bez uczucia. To chyba największa głupota oszukiwać Paulinę ze ją kocham, a myśleć o innych całkiem innych dziewczynach, całować a będąc myślami przy innej, przytulać, a spoglądać na inną. Bez sensu,. i nawet na chyba nie chciałaby takiej miłości;/ Narazie wszyscy mają do mnie pretensje, że nie jestem z Pauliną co zmusza mnie poniekad do bycia z nią, ale kiedy ja nie chcę!! Nie chcę tego robić, tylko ze względu na nią! Bo po co mam ją ranić, bo i tak bym się z nią rozstał i przysporzył jej tylko bólu! Nie czuję nic kompletnie do niej, wiec...chyba jasne, ze nie mowie dla jej dobra...Nie dla wszystkich jasne...
Piosenka pasowałaby do tej historii, "Kochaj tylko raz"...ale którą naprawdę?Ehh...
Kontynuacja wygląda następująco: Paulina i ja bawiliśmy się razem na dyskotece, spotkaliśmy się tam przypadkowo. Byłem kilka razy u niej, wyznała mi miłość. Każdy na moim miejscu wiedziałby co dalej, ale ja widocznie jestem głupi;/Nie wiem, bo jej nie kocham, a nie widzę sensu oszukiwać się tak że niby coś do niej czuję. Mój kuzyn zaczął chodzić z dziewczyną którą poznał na dyskotece i nic dobrego z tego nie wyszło. Czy ma sens chodzenie z sobą bez miłości?! Moim zdaniem nie! Chyba lepiej kolegować się dalej i rozmawiać ze sobą normalnie jak gdyby nigdy nic niż być ze sobą bez uczucia. To chyba największa głupota oszukiwać Paulinę ze ją kocham, a myśleć o innych całkiem innych dziewczynach, całować a będąc myślami przy innej, przytulać, a spoglądać na inną. Bez sensu,. i nawet na chyba nie chciałaby takiej miłości;/ Narazie wszyscy mają do mnie pretensje, że nie jestem z Pauliną co zmusza mnie poniekad do bycia z nią, ale kiedy ja nie chcę!! Nie chcę tego robić, tylko ze względu na nią! Bo po co mam ją ranić, bo i tak bym się z nią rozstał i przysporzył jej tylko bólu! Nie czuję nic kompletnie do niej, wiec...chyba jasne, ze nie mowie dla jej dobra...Nie dla wszystkich jasne...
JAK wspomniałem w poprzednim wpisie zależało mi na MAgdzie, chciałem, ją zdobyć. Niekoniecznie moze chciałem z nią chodzic, ale chciałem ją mieć. Pisałem, dzowniłem, spotykałem się z nią i wszytko to, tylko po to, aby mieć ją "zaliczoną". Chciałem się w niej zakochać, była moim celem numer 1! Przez chwilę nawet czułem, ze byłe w niej zakochany. Ona to wyczuła chyba, bo odwzajemniła to uczucie. NArazie nikt nie mówił tego głośno, słowa "Kocham Cię" z naszych ust nie padły. Było tak blisko, ale...no własnie...ale ja rozmyśliłem się właściwie czy ja ja chcę mieć...czy ja chcę z nia być! Starałem się o nią tak długo, a teraz nie chcę z nią być! Można by pomyśleć, że kretyn ze mnie, ale ja po prostu zdygałem...BAłem się, że nam nie wyjdzie, a jak nie wyjdzie to czy ona sobie czegoś nie zorbi, bo się rozkocha za bardzo, czy też tych krzywych spojrzen ludzkich w moim kierunku...Przyjaciółka, bo od pewnego czasu bym tak ja chyba nazwał (o niej też przyjdzie wpis) poradziła mi, zebym ja zdobywał...Co prawda pisze dalej z nią, smsuje, nie wszystko stracone, ale cała ta sytuacja, jak każda w zyciu coś zstawia, czegoś uczy! Tak zostawiła mi tylko jedno zaje**** ważne pytanie:
Lepiej żałować, że się coś zrobiło czy że się czegoś nie zrobiło?!?!
Hmm...?
Piosenka taka idealna do tej sytuacji, tak bynajmniej mi się wydaje, po wsłuchaniu w większość zwrotów a tekstu!:))
Lepiej żałować, że się coś zrobiło czy że się czegoś nie zrobiło?!?!
Hmm...?
Piosenka taka idealna do tej sytuacji, tak bynajmniej mi się wydaje, po wsłuchaniu w większość zwrotów a tekstu!:))
Tagi:
kontynuacja
Pora na kolejny!;D
Magda?!;p
No to Madzia!:) Madzia to fajna dziewczyna z wioski obok, młodsza ode mnie o całe 2 latka, wiec nie dużo:P Nie brzydka, ale też nie super ładna;] Przez neta mam do niej śmiałość, ale w oczy to ciężko nam idzie rozmowa. Rozmawiamy dość często, a zaczęło się na zabawie u nich na wsi. Chodziłem tam, ale pewnej zabawy nie było się z kim bawić. Ona z koleżankami tanczyła to pomyśleliśmy, że co szkodzi zatańczyć:) Sam siebie nie będę chwalił, bo nie lubię siebie chwalić, ale ona tanczyła w porównaniu ze mną gorzej. I powiem, że wyjątkowo źle się z nią tańczyło. Z jej koleżankami nawet fajnie, ale ona akurat tego nie umie. Co z tego, jak umie oczarować człowieka:P MY ogólnie nie znaliśmy się aż na tyle, dotąd było tylko "cześć". Ale kilka tygodni po tej imprezie, ze zwykłych nudów postanowiłem napisac do niej na internecie, zeby podała mi swoje gadu. Oczywiście podała, wiec chyba też dobrze się bawiła. Potem zdjecie z dedykacją, czułem, ze ją zdobywam. Rozmawiam z nią często, przez neta, w realu, telefonicznie rzadko, ale też się zdarza:) Obiecałem sobie, ze ją zdobędę. Właściwie to napisałem do niej, bo nie tylko dlatego, że ładna, ale przede wszystkim ma ładną siostrę, więc licze, że będzie wyglądała identycznie w przyszłości;]
Ja jak sobie obiecuje coś to dotrzymuję słowa, muszę ją zdobyć!;]Do przystojnych to ja nie należę, ale wydaję mi sie, ze imponuje jej...mój wiek;] Chyba dużo dziewczyn w gimnazjach marzy o chłopaku w średniej szkole:)
Pożyjemy, zobaczymy;]
No i jeszcze dzisiaj byłem na mieście z kolegą i koleżanką. Rozmawialiśmy o przyszłości, ale tej niedalekiej, jak każde z nas wyobraża sobie swoje życie po szkole:) Ja stwierdziłem, ze po wyjściu z domu moim i moich braci moim rodzicom nie potrzeba bedzie nic wiecej do szcześcia!:D A ja? Ja zaraz po szkole wyjadę za granicę, popracuję kilka lat, nauczę się nowego jezyka do perfekcji, wrócę z niezłym autem i pliczkiem pieniędzy na start tutaj!;] Potem robota jakaś, gigantyczny kredyt na wybudowanie domu. Dopiero po wybudowaniu domu ślub i gromadka dzieci!:) Bo byłem ostatnio na koncercie Arki Noego i jak widziałem gromadkę dzieci, takie kilka rodzeństw, co tworzyło zespół!:) Piękna sprawa mieć duży, rodziny dom!;) Bo ja chcę mieć na kogo zarabiać, mieć dla kogo żyć i mieć komu to wszystko co zdobędę zostawić!:)
Magda?!;p
No to Madzia!:) Madzia to fajna dziewczyna z wioski obok, młodsza ode mnie o całe 2 latka, wiec nie dużo:P Nie brzydka, ale też nie super ładna;] Przez neta mam do niej śmiałość, ale w oczy to ciężko nam idzie rozmowa. Rozmawiamy dość często, a zaczęło się na zabawie u nich na wsi. Chodziłem tam, ale pewnej zabawy nie było się z kim bawić. Ona z koleżankami tanczyła to pomyśleliśmy, że co szkodzi zatańczyć:) Sam siebie nie będę chwalił, bo nie lubię siebie chwalić, ale ona tanczyła w porównaniu ze mną gorzej. I powiem, że wyjątkowo źle się z nią tańczyło. Z jej koleżankami nawet fajnie, ale ona akurat tego nie umie. Co z tego, jak umie oczarować człowieka:P MY ogólnie nie znaliśmy się aż na tyle, dotąd było tylko "cześć". Ale kilka tygodni po tej imprezie, ze zwykłych nudów postanowiłem napisac do niej na internecie, zeby podała mi swoje gadu. Oczywiście podała, wiec chyba też dobrze się bawiła. Potem zdjecie z dedykacją, czułem, ze ją zdobywam. Rozmawiam z nią często, przez neta, w realu, telefonicznie rzadko, ale też się zdarza:) Obiecałem sobie, ze ją zdobędę. Właściwie to napisałem do niej, bo nie tylko dlatego, że ładna, ale przede wszystkim ma ładną siostrę, więc licze, że będzie wyglądała identycznie w przyszłości;]
Ja jak sobie obiecuje coś to dotrzymuję słowa, muszę ją zdobyć!;]Do przystojnych to ja nie należę, ale wydaję mi sie, ze imponuje jej...mój wiek;] Chyba dużo dziewczyn w gimnazjach marzy o chłopaku w średniej szkole:)
Pożyjemy, zobaczymy;]
No i jeszcze dzisiaj byłem na mieście z kolegą i koleżanką. Rozmawialiśmy o przyszłości, ale tej niedalekiej, jak każde z nas wyobraża sobie swoje życie po szkole:) Ja stwierdziłem, ze po wyjściu z domu moim i moich braci moim rodzicom nie potrzeba bedzie nic wiecej do szcześcia!:D A ja? Ja zaraz po szkole wyjadę za granicę, popracuję kilka lat, nauczę się nowego jezyka do perfekcji, wrócę z niezłym autem i pliczkiem pieniędzy na start tutaj!;] Potem robota jakaś, gigantyczny kredyt na wybudowanie domu. Dopiero po wybudowaniu domu ślub i gromadka dzieci!:) Bo byłem ostatnio na koncercie Arki Noego i jak widziałem gromadkę dzieci, takie kilka rodzeństw, co tworzyło zespół!:) Piękna sprawa mieć duży, rodziny dom!;) Bo ja chcę mieć na kogo zarabiać, mieć dla kogo żyć i mieć komu to wszystko co zdobędę zostawić!:)
Tagi:
Madza Przyszłość
Ja mam dziką naturę, że częstotliwość wpisów jest maxymalna albo spada poniżej średniej krajowej. Póki co mam wenę i jest hossa, więc piszemy.
Dzisiejszy wpis chciałem o moich rozmyślaniach nt. wiary. Wiecie jaki tytuł nois blog, więc piszę o tym w czym przeciętny gość się gubi. A zdałem sobie sprawę, ze się gubię własnie teraz...
Tak się składa, że mamy Wielki Czwartek. Bądź, co bądź najważniejszy okres w życiu Kościoła. A ja nie czuję tej magii, którą zwykle powinno się czuć na Boże Narodzenie i nie tylko w reklamie Coca-Coli. Moim zdaniem święta Wielkanocne jako, ze są najważniejsze powinny dopiero dawać tą słynną magią. A mi nie dają...NIe wiem, nawet nie domyślam się przyczyny, ale nic, zero, totalna klapa z duchowego świętowania!;/ Może to kwestia takich czasów. Wszystko na sprzedaż, a żyjąc w czasach globalnego handlu, iczy się tylko zysk. A tych owoców duchowych kupić nie można, a o nie coraz cięzej. I radź tu sobie. Jakoś trzeba, więc do kościoła chodzę po chrześcijańsku. Ostatnimi czasy nawet częściej. I wróciłem do Lso nawet. Na nowo się zadomowiłem i jakoś ciągnę. Tylko ten ksiądz. Ogólnie nie jest zły, ale nie potrafi nas do siebie przywiązać. Rezurekcja zawsze była w niedzielę rano, a w tym roku wieczorem w sobotę. Może mała zmiana, ale nie wiem czemu a strasznie mnie irytuje. NIe podobają mi się rządy obecnego księdza za bardzo, poza strasznym rozwinięciu i postepie technologicznym w parafii. To jest ok, a reszta klapa! Małe zmiany, a burzą całe moje wczesniejsze schematy! Bo święta wyobrażałem sobie inacze, tak jak zawsze, a przyzwyczaić będzie mi się teraz ciężko. Głupio brzmi z moich ust, ale tak jest. Moze inaczej byłoby gdybym był starszy albo młodszy, ale z wiekiem trafiłem najgorzej jak się dało. Bo stare schematy obowiazywały od zawsze, odkąd pamiętam i według nich się wychowałem, w teraz zmiany, to mnie martwi. Ja nie chcę zmian, bo ja kocham przeszłość!
Dzisiejszy wpis chciałem o moich rozmyślaniach nt. wiary. Wiecie jaki tytuł nois blog, więc piszę o tym w czym przeciętny gość się gubi. A zdałem sobie sprawę, ze się gubię własnie teraz...
Tak się składa, że mamy Wielki Czwartek. Bądź, co bądź najważniejszy okres w życiu Kościoła. A ja nie czuję tej magii, którą zwykle powinno się czuć na Boże Narodzenie i nie tylko w reklamie Coca-Coli. Moim zdaniem święta Wielkanocne jako, ze są najważniejsze powinny dopiero dawać tą słynną magią. A mi nie dają...NIe wiem, nawet nie domyślam się przyczyny, ale nic, zero, totalna klapa z duchowego świętowania!;/ Może to kwestia takich czasów. Wszystko na sprzedaż, a żyjąc w czasach globalnego handlu, iczy się tylko zysk. A tych owoców duchowych kupić nie można, a o nie coraz cięzej. I radź tu sobie. Jakoś trzeba, więc do kościoła chodzę po chrześcijańsku. Ostatnimi czasy nawet częściej. I wróciłem do Lso nawet. Na nowo się zadomowiłem i jakoś ciągnę. Tylko ten ksiądz. Ogólnie nie jest zły, ale nie potrafi nas do siebie przywiązać. Rezurekcja zawsze była w niedzielę rano, a w tym roku wieczorem w sobotę. Może mała zmiana, ale nie wiem czemu a strasznie mnie irytuje. NIe podobają mi się rządy obecnego księdza za bardzo, poza strasznym rozwinięciu i postepie technologicznym w parafii. To jest ok, a reszta klapa! Małe zmiany, a burzą całe moje wczesniejsze schematy! Bo święta wyobrażałem sobie inacze, tak jak zawsze, a przyzwyczaić będzie mi się teraz ciężko. Głupio brzmi z moich ust, ale tak jest. Moze inaczej byłoby gdybym był starszy albo młodszy, ale z wiekiem trafiłem najgorzej jak się dało. Bo stare schematy obowiazywały od zawsze, odkąd pamiętam i według nich się wychowałem, w teraz zmiany, to mnie martwi. Ja nie chcę zmian, bo ja kocham przeszłość!
Tagi:
Kościół
Ja już tak mam, że jak coś mnie trafi to strasznie dużo myślę. Uwielbiam myśleć o życiu, śmierci, przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Teraz akurat złapałem za klawiaturę i wypisuje to wszystko tutaj, bo tutaj mi najłatwiej, tutaj nikt mnie nie oceni, a ja boję się oceny w oczy.
Teraz chciałem Wam napisać o moim pragnieniu. Dużo czytam w internecie, słucham na religii i czuję w sobie takie jakieś ogromne, wewnętrzne pragnienie...ojcostwa. Wiem, że to na 17 lat brzmi conajmniej śmiesznie i żałośnie, ale czuję taką potrzebę. Nie wiem skad pojawiają się takie myśli, pragnienia, bo psychologii nie studiuję. Ale z dziećmi łapię dobry kontakt i lubię je co najważniejsze. Może duża ilość młodszych kuzynek, kuzynów wokoło sprawia, że taka mała słodkość zaczyna być potrzebna. Jestem dopiero w pierwszej klasie szkoły średniej, ale jakoś juz zaczynam myśleć nad dzieckiem. Za wcześnie?! Wiem o tym doskonale, ale j pragnę zarabiać, wracać juz do własnego domu, całować żone na powitanie, dziecko rzuca się na szyję z okrzykiem: "Fajnie, że wróciłeś! TATO!";) MYślcie co chcecie, ale ja muszę tego dożyć i to przeżyć!:)
Teraz chciałem Wam napisać o moim pragnieniu. Dużo czytam w internecie, słucham na religii i czuję w sobie takie jakieś ogromne, wewnętrzne pragnienie...ojcostwa. Wiem, że to na 17 lat brzmi conajmniej śmiesznie i żałośnie, ale czuję taką potrzebę. Nie wiem skad pojawiają się takie myśli, pragnienia, bo psychologii nie studiuję. Ale z dziećmi łapię dobry kontakt i lubię je co najważniejsze. Może duża ilość młodszych kuzynek, kuzynów wokoło sprawia, że taka mała słodkość zaczyna być potrzebna. Jestem dopiero w pierwszej klasie szkoły średniej, ale jakoś juz zaczynam myśleć nad dzieckiem. Za wcześnie?! Wiem o tym doskonale, ale j pragnę zarabiać, wracać juz do własnego domu, całować żone na powitanie, dziecko rzuca się na szyję z okrzykiem: "Fajnie, że wróciłeś! TATO!";) MYślcie co chcecie, ale ja muszę tego dożyć i to przeżyć!:)
Tagi:
Przyszłość
Pora na kolejny wpis;] Tym razem na tapetę bierzemy Kamilę. Kamila to najlepsza przyjaciółka mojej 'koleżanki', o której już tutaj napisałem wiele, Kingi. Znają się one długo i to Kinga zapoznała mnie z Kamilą i moim najlepszym chyba kumplem, Adrianem. Całe moje gimnazjum wiąże się z Adrianem właśnie, jest dla mnie moim trzecim bratem. Nawet z braćmi sie tak nie dogadam. po takich kilku rozmowach zapoznawczych pomyślało nam się z Kingą, ze Adrian i Kamila to byłoby coś. Taka mała zabawa w swatanie. Tylko, że jak ja porozmawiałem znowu z Adrianem to on powiedział, że wcale nie chce być z Kamilą! Że nic do niej nie czuje, wiec po co go zmuszać, a ja, chciałem perfidnie to wykorzystać! Chciałem uwieść Kamilę, ale nic poważnego z tego nie było. Całe szczęście w sumie, bo głupio by tak wyszło przed Adrianem. Dzisiaj widzieliśmy się wszyscy, rozmawialiśmy normalnie. Ona zabrała głos w tej sprawie, bo poprosiła, żeby zeswatać ją z Adrianem. Kiedy rozmawialiśmy spytała mnie: "Jak Twoje sprawy sercowe?!"...Po co?!
Naprawdę chciałbym, żeby byli razem, a ja proszę Boga, żeby nie wzbudził we mnie uczucia do niej, bo ja wyjdę przed nimi wszystkimi!
Kamili i Adrianowi powodzenia, a ja? Ja znajdę sobie kogoś w kręgu innych znajomych. A nasza taka mała zaciskająca się paczka rozpadnie się bardzo szybko, bo gdzie między koleżeństwo wchodzi miłość tam wszystko sie pierdoli:) Zakochanym powodzenia, dziewczyny też sobie poradzą. Życzę jak najlepiej.
A ktoś na mnie liczy...
Muzyki moze nie słucham najlepszej i pasuje tutaj jak za przeproszeniem paździerz w dupie, ale podoba mnie isę na tę chwile:))
Naprawdę chciałbym, żeby byli razem, a ja proszę Boga, żeby nie wzbudził we mnie uczucia do niej, bo ja wyjdę przed nimi wszystkimi!
Kamili i Adrianowi powodzenia, a ja? Ja znajdę sobie kogoś w kręgu innych znajomych. A nasza taka mała zaciskająca się paczka rozpadnie się bardzo szybko, bo gdzie między koleżeństwo wchodzi miłość tam wszystko sie pierdoli:) Zakochanym powodzenia, dziewczyny też sobie poradzą. Życzę jak najlepiej.
A ktoś na mnie liczy...
Muzyki moze nie słucham najlepszej i pasuje tutaj jak za przeproszeniem paździerz w dupie, ale podoba mnie isę na tę chwile:))
Tagi:
Kamila
przemyślenie
Czy ten blog jest nudny?!
Być może, skoro nikogo nie interesują te historie, ale ja i tak będe je pisał, bo musze to gdzieś napisać;] Coś muszę z tym zrobić?
Aśka, dziewczyna z mojego gimnazjum. Dość ładna, ale zbyt nieśmiały jestem. Przyszła kiedyś do biblioteki, zagadałem;] Przyszła odwaga:) No i chwila rozmowy, mam jej gadu no i się bajeruje. Z dnia na dzien wiedziałem o niej coraz więcej, a i zbliżałem się do niej coraz bardziej. Rozmawialiśmy codziennie, rozmawiamy do dzisiaj, lecz już zdecydowanie rzadziej. Raz na jakiś czas, a wszystko przez wyznanie miłości. Miała na popularnym komunikatorze opis "Idę na zakonnicę". Wiedziałem, że żart, że nic poważnego, ale sytuacja idealna. Rozmowa, spotkanko n i to wyznanie. Ale on nie jest jeszcze gotowa, bo niedawno zerwała ze swoim chłopakiem, i dalej go kocha;-/ Zapomina, ze kiedy on ją opuścil to byłem tylko ja, bo jej koleżanki raczej mało jej pomogły. Może nie chodzi o to, że ma być ze mną, żeby się odwdzieczyć, ale takie zlanie to przesada...Cóż...Poprosiła, abym poczekał, ale nie wiem czy dam radę. Ładna, fajna, miła zależy mi na niej, ale nie wiem czy czekać na nią, przecież to moze trwać wieki, a ja jestem głodny miłości...Nie dam rady na pewno!! Nie odzywam się na gadu nic, staram się jak naj mniej pisać z nią i zaangażowałem się w coś innego:)
Madzia, na otarcie łez?
Nie, dajcie mi czasu, a na pewno coś poczuję. I przede wszystkim ona nie każe czekać w nieskonczoność:) Bo czekanie moze trwać tydzień, a i lata;) I tak bym nie dał rady, a Aśce może i to na rękę.
Kiedy kazała mi czekać, zapytała mnie co będzie jak sie zakocham w kimś innym, zanim ona się zdecyduje...
Odpowiedziałem:
"Będzie za późno..."
Być może, skoro nikogo nie interesują te historie, ale ja i tak będe je pisał, bo musze to gdzieś napisać;] Coś muszę z tym zrobić?
Aśka, dziewczyna z mojego gimnazjum. Dość ładna, ale zbyt nieśmiały jestem. Przyszła kiedyś do biblioteki, zagadałem;] Przyszła odwaga:) No i chwila rozmowy, mam jej gadu no i się bajeruje. Z dnia na dzien wiedziałem o niej coraz więcej, a i zbliżałem się do niej coraz bardziej. Rozmawialiśmy codziennie, rozmawiamy do dzisiaj, lecz już zdecydowanie rzadziej. Raz na jakiś czas, a wszystko przez wyznanie miłości. Miała na popularnym komunikatorze opis "Idę na zakonnicę". Wiedziałem, że żart, że nic poważnego, ale sytuacja idealna. Rozmowa, spotkanko n i to wyznanie. Ale on nie jest jeszcze gotowa, bo niedawno zerwała ze swoim chłopakiem, i dalej go kocha;-/ Zapomina, ze kiedy on ją opuścil to byłem tylko ja, bo jej koleżanki raczej mało jej pomogły. Może nie chodzi o to, że ma być ze mną, żeby się odwdzieczyć, ale takie zlanie to przesada...Cóż...Poprosiła, abym poczekał, ale nie wiem czy dam radę. Ładna, fajna, miła zależy mi na niej, ale nie wiem czy czekać na nią, przecież to moze trwać wieki, a ja jestem głodny miłości...Nie dam rady na pewno!! Nie odzywam się na gadu nic, staram się jak naj mniej pisać z nią i zaangażowałem się w coś innego:)
Madzia, na otarcie łez?
Nie, dajcie mi czasu, a na pewno coś poczuję. I przede wszystkim ona nie każe czekać w nieskonczoność:) Bo czekanie moze trwać tydzień, a i lata;) I tak bym nie dał rady, a Aśce może i to na rękę.
Kiedy kazała mi czekać, zapytała mnie co będzie jak sie zakocham w kimś innym, zanim ona się zdecyduje...
Odpowiedziałem:
"Będzie za późno..."
Tagi:
Aśka:)
Gdybym napisał, że nie odzywałem się dawno to bym skłamał, bo dla mnie 'dawno' to znacznie dłużej niż dla większości:) Ale to nie jest blog, który należy interpretować jako forma pamiętnika, ale historie życiowe zlane na papier;] Układa się w taką powieść w odcinkach, ale dość ciekawy żywot wiodę:D
Pora na historię o Agacie;]
Agata, to jedna z dziewczyn poznanych w barze, jedna spośród tych trzech, o których pisałem w Historii z morałem. W każdym bądź razie, podczas tamtego spotkania dziewczyna poprosiła mnie o numer telefonu. Nie opierałem się długo, bo brzydka nie jest, nawet ładna, a pobudzała mnie myśl, że czuła się mną chociaż trochę zainteresowana:) No najprzystojniejszych nie należę, więc jak już wspomniałem radowało mnie to. Ok, numer dostała, ale o dziwo nie odezwała się, co zaczęło mnie...może nie tyle niepokoić, co zastanawiać. W co ona właściwie gra?! Następna wizyta tam to sylwester, zaprosiłem na balkon, porozmawiać sobie. Wyszliśmy. Gadało się naprawdę miło i upływające minuty nie dawały się we znaki. Między nami nic nie zaszło oczywiście, i moja opanowanie to kwestia mojego charakteru. Nie jeden na moim miejscu by nie wytrzymał, tyle czasu z kobieta, która ma okres!;-/ Ja dałem rady i skierowałem ją na właściwe tory, ale po powrocie każda sekunda z nią przy reszcie przyprawiała mnie o zawrót głowy. Oczywiście tańczyć nie mogła, bo dla niej dni z okresem to dni do wykreślenia z życia! A przecież to nie koniec świata, a pomoc w formie tabletki odrzucała! No to ja nie wytrzymam!:D Poszedłem się bawić! Wtedy ta sytuacja z N, o której wspominałem! Sylwester minął szybko, a od rozmowy na balkonie do rana nie zamieniła ze mną żadnego słowa. I być tu mądry i zrozum! Następna wizyta była już bez N, ale było o niej tam głośno! Opowiadałem, też już o tym, ta historia z tymi kolesiami, w którymi się non stop spotykała. Agata odnosiła się do mnie sceptycznie, bo myślała, że mam dziewczynę i chyba była najzwyczajniej w świecie zazdrosna o kogoś, kogo nie było! Ja sam czułem, że nie jestem jej obojętny, ale tak się złożyło, że jej najlepsza przyjaciółka to taka moja daleka kuzynka, więc byłem na bieżąco:P I dowiedziałem się, że dziewczyna buja się we mnie, co już totalnie mnie inspirowało do działania! Ale nie reagowałem tylko zachowywałem się normalnie, ażeby jeszcze bardziej ja na siebie "nakręcić":D Napisała mi smsa: "Czy Ty masz dziewczynę i od kiedy?", myślę sobie, że dobra teraz wyciągniemy z Ciebie prawdę, ale odpisałem, iż mam! (Wiem, kretyn ze mnie). Odpisała mi, żebym nie myślał, że mi na niej zależy, bo ona do mnie nic nie czuje i w ogóle jej się nie podobam! Ale ie uwierzyłem, bo przyjaciółce chyba mówi prawdę, a mnie kłamie, bo na odwrót to trochę nie bardzo;] Spotkaliśmy się jeszcze raz, ale wtedy nie powiedziała do mnie żadnego, kompletnie żadnego słowa!
A może mogłem powiedzieć prawdę? Muszę się wytłumaczyć, bo nie chciałem po prostu wyjść na durnia co zakochał się i może ktoś sobie tylko jaja ze mnie robi! Staram się nie wyznawać pierwszy miłości tylko wyciągnąć to od partnerek...I to mnie chyba zgubiło, bo wydaje mi się, że to już koniec pięknego snu...Ok, możecie mnie ganić, że totalny kretyn ze mnie i popełniłem błąd! Może macie podobne historie...
Było i kolejne spotkanie, ale mało owocne. Zaowocowało właściwie tylko tym, że po wizycie u innej koleżanki powiedziała, że ja wraz z kolegami "narobiliśmy jej wstydu na mieście i nie chce nas znać!" Ot cała historia, teraz już zamknięta:)
Pora na historię o Agacie;]
Agata, to jedna z dziewczyn poznanych w barze, jedna spośród tych trzech, o których pisałem w Historii z morałem. W każdym bądź razie, podczas tamtego spotkania dziewczyna poprosiła mnie o numer telefonu. Nie opierałem się długo, bo brzydka nie jest, nawet ładna, a pobudzała mnie myśl, że czuła się mną chociaż trochę zainteresowana:) No najprzystojniejszych nie należę, więc jak już wspomniałem radowało mnie to. Ok, numer dostała, ale o dziwo nie odezwała się, co zaczęło mnie...może nie tyle niepokoić, co zastanawiać. W co ona właściwie gra?! Następna wizyta tam to sylwester, zaprosiłem na balkon, porozmawiać sobie. Wyszliśmy. Gadało się naprawdę miło i upływające minuty nie dawały się we znaki. Między nami nic nie zaszło oczywiście, i moja opanowanie to kwestia mojego charakteru. Nie jeden na moim miejscu by nie wytrzymał, tyle czasu z kobieta, która ma okres!;-/ Ja dałem rady i skierowałem ją na właściwe tory, ale po powrocie każda sekunda z nią przy reszcie przyprawiała mnie o zawrót głowy. Oczywiście tańczyć nie mogła, bo dla niej dni z okresem to dni do wykreślenia z życia! A przecież to nie koniec świata, a pomoc w formie tabletki odrzucała! No to ja nie wytrzymam!:D Poszedłem się bawić! Wtedy ta sytuacja z N, o której wspominałem! Sylwester minął szybko, a od rozmowy na balkonie do rana nie zamieniła ze mną żadnego słowa. I być tu mądry i zrozum! Następna wizyta była już bez N, ale było o niej tam głośno! Opowiadałem, też już o tym, ta historia z tymi kolesiami, w którymi się non stop spotykała. Agata odnosiła się do mnie sceptycznie, bo myślała, że mam dziewczynę i chyba była najzwyczajniej w świecie zazdrosna o kogoś, kogo nie było! Ja sam czułem, że nie jestem jej obojętny, ale tak się złożyło, że jej najlepsza przyjaciółka to taka moja daleka kuzynka, więc byłem na bieżąco:P I dowiedziałem się, że dziewczyna buja się we mnie, co już totalnie mnie inspirowało do działania! Ale nie reagowałem tylko zachowywałem się normalnie, ażeby jeszcze bardziej ja na siebie "nakręcić":D Napisała mi smsa: "Czy Ty masz dziewczynę i od kiedy?", myślę sobie, że dobra teraz wyciągniemy z Ciebie prawdę, ale odpisałem, iż mam! (Wiem, kretyn ze mnie). Odpisała mi, żebym nie myślał, że mi na niej zależy, bo ona do mnie nic nie czuje i w ogóle jej się nie podobam! Ale ie uwierzyłem, bo przyjaciółce chyba mówi prawdę, a mnie kłamie, bo na odwrót to trochę nie bardzo;] Spotkaliśmy się jeszcze raz, ale wtedy nie powiedziała do mnie żadnego, kompletnie żadnego słowa!
A może mogłem powiedzieć prawdę? Muszę się wytłumaczyć, bo nie chciałem po prostu wyjść na durnia co zakochał się i może ktoś sobie tylko jaja ze mnie robi! Staram się nie wyznawać pierwszy miłości tylko wyciągnąć to od partnerek...I to mnie chyba zgubiło, bo wydaje mi się, że to już koniec pięknego snu...Ok, możecie mnie ganić, że totalny kretyn ze mnie i popełniłem błąd! Może macie podobne historie...
Było i kolejne spotkanie, ale mało owocne. Zaowocowało właściwie tylko tym, że po wizycie u innej koleżanki powiedziała, że ja wraz z kolegami "narobiliśmy jej wstydu na mieście i nie chce nas znać!" Ot cała historia, teraz już zamknięta:)
Tagi:
Imponuje zainteresowanie
Kolejne wątki do "Krótkiej historii z morałem..."
Zakochani N i R po rozstaniu jeszcze kilka razy się rozchodzili i schodzili ze sobą, ale to nie istotne. Wiola, największy wróg panny N, powyzywała ją troszkę, więc N przyszła ze skargą do R, a ten bohatersko niczym Hugo chciał bronić swej ukochanej, więc postanowił napisać kilka nieprzyjemnych słów do Wioli. N jeszcze nie wiedziała, że sama ukręciła na siebie bata, gdyż R przedstawiając się Wioli jako chłopak N, doznał wstrząsu czytając na swoim monitorze pytanie "KTÓRY?!"...Jak się później okazało N okazała się dziewczyną, która ma zadatki na przyszłą bigamistkę. Kiedy była w związku z R ciągle chodziła również ze swoim chłopakiem, z którym miała iść na dniach na studniówkę. Cała sprawa wydała się w momencie idealnym na zemstę...Kogo miał R poprosić o pomoc jak nie swojego ulubionego kuzyna, który zawsze ma pełną głowę pomysłów i plany na każdą okazję, zwanego mną:) Więc dosiadłem jego telefonu i klawiatury i zaczęliśmy super grę. Takiego wycisku psychicznego nie dostają nawet w więzieniu...Dziewczyna była skłonna zrobić wszystko, dosłownie wszystko po to, aby to nie wydało się przed studniówką. Każdy rozkaz byłaby spełniła, aby tylko iść i pobawić się i nażreć za darmo;-/. Swoją drogą żałosne, ale...kazaliśmy jej chodzić z chłopakiem, prywatnie moim bratem, który przegrał walkę o nią z R. Zgodziła się, bo innego wyjścia nie miała. Od pierwszego smsa pisała do niego "Kocham Cię", co sprawiało wrażenie, że przychodzi jej to dość łatwo...
Ostatecznie poszła na tę studniówkę, po której rzeczywiście zerwała z tamtym chłopakiem, a z A chodziła ciągle...Do dzisiaj kiedy okazało się, że spotyka się z nowym chłopakiem, Tomkiem...Ja na szczęście nie daję się wkręcić w te jej gierki, nie mam jej numeru, ani nic i czuję się szczęśliwszy od tych pechowców, bo ja nie chciałbym trafić na "Listę frajerów N", która niedługo swoją długością pokona Listę Wildsteina:D
Mi osobiście zaczyna brakować takiego słowa, którym by można pozytywnie określić pannę N, za to wydłuża się kartka ze słowami negatywnymi w jej temacie...
I zaufaj tu kobiecie...
Zakochani N i R po rozstaniu jeszcze kilka razy się rozchodzili i schodzili ze sobą, ale to nie istotne. Wiola, największy wróg panny N, powyzywała ją troszkę, więc N przyszła ze skargą do R, a ten bohatersko niczym Hugo chciał bronić swej ukochanej, więc postanowił napisać kilka nieprzyjemnych słów do Wioli. N jeszcze nie wiedziała, że sama ukręciła na siebie bata, gdyż R przedstawiając się Wioli jako chłopak N, doznał wstrząsu czytając na swoim monitorze pytanie "KTÓRY?!"...Jak się później okazało N okazała się dziewczyną, która ma zadatki na przyszłą bigamistkę. Kiedy była w związku z R ciągle chodziła również ze swoim chłopakiem, z którym miała iść na dniach na studniówkę. Cała sprawa wydała się w momencie idealnym na zemstę...Kogo miał R poprosić o pomoc jak nie swojego ulubionego kuzyna, który zawsze ma pełną głowę pomysłów i plany na każdą okazję, zwanego mną:) Więc dosiadłem jego telefonu i klawiatury i zaczęliśmy super grę. Takiego wycisku psychicznego nie dostają nawet w więzieniu...Dziewczyna była skłonna zrobić wszystko, dosłownie wszystko po to, aby to nie wydało się przed studniówką. Każdy rozkaz byłaby spełniła, aby tylko iść i pobawić się i nażreć za darmo;-/. Swoją drogą żałosne, ale...kazaliśmy jej chodzić z chłopakiem, prywatnie moim bratem, który przegrał walkę o nią z R. Zgodziła się, bo innego wyjścia nie miała. Od pierwszego smsa pisała do niego "Kocham Cię", co sprawiało wrażenie, że przychodzi jej to dość łatwo...
Ostatecznie poszła na tę studniówkę, po której rzeczywiście zerwała z tamtym chłopakiem, a z A chodziła ciągle...Do dzisiaj kiedy okazało się, że spotyka się z nowym chłopakiem, Tomkiem...Ja na szczęście nie daję się wkręcić w te jej gierki, nie mam jej numeru, ani nic i czuję się szczęśliwszy od tych pechowców, bo ja nie chciałbym trafić na "Listę frajerów N", która niedługo swoją długością pokona Listę Wildsteina:D
Mi osobiście zaczyna brakować takiego słowa, którym by można pozytywnie określić pannę N, za to wydłuża się kartka ze słowami negatywnymi w jej temacie...
I zaufaj tu kobiecie...
Tagi:
Panie...
Jeszcze nie wspomniałem o podtytule mojego blogu:) "Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść..." taki tytuł ma właśnie ten blog:) Właśnie te słowa piosenki Perfectu są takim moim mottem życiowym, taki przewodnikiem. Nawiązuje on praktycznie do każdej sytuacji w moim życiu, może dlatego jest dla mnie tak ważny:)
Piosenka, która jest moim mottem życiowym i takim patronem tego bloga:)
Nazwa bloga to zaś o facecie zagubionym i jak dotąd wspominałem o sprawach damsko-męskich, tak teraz chciałbym również wspomnieć o miłości, ale innej:) Nie pomyśleć, że gejowska:D Chodzi o miłość na linii Bóg-człowiek:)
Zaczęła się dokładnie 02.06.2001r, kilka dni po przyjęciu I Komunii Świętej, kuzyn (początkowo ulubiony, potem coraz gorszy, ale o tym w kolejnych wpisach) namówił mnie do wstąpienia do Lso:) Pomyślałem, fajna sprawa! Czemu nie?! Zacząłem od zaraz, każda chwila przy ołtarzu była dla mnie super przeżyciem, a święta sprawą wagi najważniejszej, czymś naprawdę wyjątkowym. Służyłem naprawdę gorliwie, z początku codziennie byłem na Mszy Św. Pierwsza kolędą - super sprawa. Nie to, że pieniądze, swoją drogą, ale jaka frajda:) Fajnie tak poznać jak to jest...Ale jak to w życiu jest, wszyscy wiemy, wszystko mija. Po jakiś 4 latach, takiego chodzenia nałogowego, można by rzec, przyszedł okres chodzenia rzadszego. Kilka razy w tygodniu, święta bez zmian. Tak też upłynęło kilka lat. Nadeszły jednak i te dni, kiedy chodziłem na Eucharystię raz w tygodniu, w niedzielę...Regularnie co tydzień, w sumie obowiązkowo i po chrześcijańsku, ale dla mnie, dla Boga to za mało! A siły i chęci na więcej nie było. Przyszedł czas i na jeden z ważniejszych sakramentów naszej religii! Bierzmowanie. Kilka zebrań, aż nadeszło to święto! Ważne dla mnie, bo wiązałem z nim wielkie nadzieje! Otrzymam światło Ducha Świętego i stanę się pełnoprawnym wyznawcą Chrystusa, to oficjalnie, a nieoficjalnie liczyłem, że podźwignę się z lenistwa, z zagubienia! Nie dało się! Ksiądz proboszcz z mojej parafii, opuścił nas, gdyż musiał ją zmienić! Była to jedna z ważniejszych osób postawionych przez Boga na mojej drodze, bo to właśnie u niego zaczęły się najlepsze lata mojej kariery ministranckiej. Odszedł, a ja...ja zagubiłem się całkiem! Przyszedł nowy proboszcz, a z nim...Nie! Żadnych nadziei, bo pomimo chęci, sam sobie nie wierzyłem, że dawny Ja wrócę! Co prawda pojawiłem się kilka razy tam, ale bez tego dreszczyku, bez tej frajdy...
I od razu przypomina mi się wiersz Tuwima!
"Jeszcze się kiedyś nawrócę.
Jeszcze do Ciebie powrócę
Chrystusie...
Jeszcze tak strasznie zapłaczę,
że przez łzy Ciebie zobaczę,
Chrystusie...
I z taką wielką żałobą
będę się korzył przed Tobą,
Chrystusie...
Że duch mój przed Tobą klęknie
i wtedy serce mi pęknie,
Chrystusie..."
Zrezygnowałem, chociaż być może nie powinienem! Jak myślicie? Czy powinienem bić się z sobą i postarać się jeszcze znaleźć tam swoje szczęście? Czy było to bez sensu?! Poradźcie!:)
Istotnym faktem jest jeszcze sprawa, że ksiądz był wczoraj u mnie z wizytą duszpasterską i spytał dlaczego już nie służę, a ja odpowiedziałem mu: "To nie jest jeszcze moje ostatnie słowo! Ja tam wrócę!!"
Piosenka, która jest moim mottem życiowym i takim patronem tego bloga:)
Nazwa bloga to zaś o facecie zagubionym i jak dotąd wspominałem o sprawach damsko-męskich, tak teraz chciałbym również wspomnieć o miłości, ale innej:) Nie pomyśleć, że gejowska:D Chodzi o miłość na linii Bóg-człowiek:)
Zaczęła się dokładnie 02.06.2001r, kilka dni po przyjęciu I Komunii Świętej, kuzyn (początkowo ulubiony, potem coraz gorszy, ale o tym w kolejnych wpisach) namówił mnie do wstąpienia do Lso:) Pomyślałem, fajna sprawa! Czemu nie?! Zacząłem od zaraz, każda chwila przy ołtarzu była dla mnie super przeżyciem, a święta sprawą wagi najważniejszej, czymś naprawdę wyjątkowym. Służyłem naprawdę gorliwie, z początku codziennie byłem na Mszy Św. Pierwsza kolędą - super sprawa. Nie to, że pieniądze, swoją drogą, ale jaka frajda:) Fajnie tak poznać jak to jest...Ale jak to w życiu jest, wszyscy wiemy, wszystko mija. Po jakiś 4 latach, takiego chodzenia nałogowego, można by rzec, przyszedł okres chodzenia rzadszego. Kilka razy w tygodniu, święta bez zmian. Tak też upłynęło kilka lat. Nadeszły jednak i te dni, kiedy chodziłem na Eucharystię raz w tygodniu, w niedzielę...Regularnie co tydzień, w sumie obowiązkowo i po chrześcijańsku, ale dla mnie, dla Boga to za mało! A siły i chęci na więcej nie było. Przyszedł czas i na jeden z ważniejszych sakramentów naszej religii! Bierzmowanie. Kilka zebrań, aż nadeszło to święto! Ważne dla mnie, bo wiązałem z nim wielkie nadzieje! Otrzymam światło Ducha Świętego i stanę się pełnoprawnym wyznawcą Chrystusa, to oficjalnie, a nieoficjalnie liczyłem, że podźwignę się z lenistwa, z zagubienia! Nie dało się! Ksiądz proboszcz z mojej parafii, opuścił nas, gdyż musiał ją zmienić! Była to jedna z ważniejszych osób postawionych przez Boga na mojej drodze, bo to właśnie u niego zaczęły się najlepsze lata mojej kariery ministranckiej. Odszedł, a ja...ja zagubiłem się całkiem! Przyszedł nowy proboszcz, a z nim...Nie! Żadnych nadziei, bo pomimo chęci, sam sobie nie wierzyłem, że dawny Ja wrócę! Co prawda pojawiłem się kilka razy tam, ale bez tego dreszczyku, bez tej frajdy...
I od razu przypomina mi się wiersz Tuwima!
"Jeszcze się kiedyś nawrócę.
Jeszcze do Ciebie powrócę
Chrystusie...
Jeszcze tak strasznie zapłaczę,
że przez łzy Ciebie zobaczę,
Chrystusie...
I z taką wielką żałobą
będę się korzył przed Tobą,
Chrystusie...
Że duch mój przed Tobą klęknie
i wtedy serce mi pęknie,
Chrystusie..."
Zrezygnowałem, chociaż być może nie powinienem! Jak myślicie? Czy powinienem bić się z sobą i postarać się jeszcze znaleźć tam swoje szczęście? Czy było to bez sensu?! Poradźcie!:)
Istotnym faktem jest jeszcze sprawa, że ksiądz był wczoraj u mnie z wizytą duszpasterską i spytał dlaczego już nie służę, a ja odpowiedziałem mu: "To nie jest jeszcze moje ostatnie słowo! Ja tam wrócę!!"
Tagi:
Przemyślenia zwierzenia
Kilka minut temu dostałem od koleżanki, z którą nie jestem obecnie w najlepszych stosunkach, link do jej bloga. Tak właściwie, to jej opis na popularnym komunikatorze internetowym natchnął mnie do zaczęcia prowadzenia takiego czegoś:) O sporcie, pomimo, ze kocham i wiem wiele to blogów jest tysiące, a ja chciałem zrobić coś życiowego, normalnego, ludzkiego...Zacząłem..
To był taki krótki wstęp, a teraz powiem co robiła źle, że się z nią pokłóciłem!
Kilkanaście godzin przed jej wiadomością napisałem do niej z innego konta, aby podała link do swego bloga, Nie podała, uznała to za zbyt osobiste, swoją drogą chora osobistość, którą oglądają miliony;-/ Sama przysłała wiadomość z adresem tej strony do mnie, nie spodziewałem się tego co tam przeczytałem. Masę rzeczy odniesionych do mnie, że żałuje kłótni ze mną, że chciałaby się nie kłócić ze mną, że dedykuje mi tego bloga, że wstawiła tam piosenki, które kocham najbardziej na świecie...Dużo wie o mnie, ale powiedziałem sobie dość!
Zaczęło się w wakacje, kiedy dowiedzieliśmy się o wynikach naboru do szkół ponadgimnazjalnych. Nie znaliśmy się w ogóle, ale szybko złapaliśmy wspólny język. Gadało nam się super, spotkaliśmy się 01.09 na rozpoczęciu roku szkolnego. Nie poznałem jej, ani ona mnie. Kolejne dni były takim wstępem do więzi. Z dnia na dzień gadało się coraz lepiej, ale...
No właśnie, ale...dziewczyna w ogóle nie miała wyczucia słowa! Była naprawdę uprzejma, ale zdarzały jej się 'humorki', że powiedziała o to jedno słowo za dużo. Nie jeden facet wolałby, żeby humorki ich żon wyglądały właśnie tak:D. Hasła: "Tępy egoisto", "Materialisto", nie były dla mnie bez znaczenia...Reagowałem i mówiłem głośno co myślę o jej opinii o mnie, co znaczą dla mnie te słowa, ale za każdym razem słyszałem to samo: "Ty nie masz uczuć", "W ogóle nie ruszają Cię moje łzy", "Chyba się powieszę..."
Nienawidzimy tego! Powiedzcie cokolwiek, tylko dziewczyny nie próbujcie wzbudzać w nas poczucia winy! Próbujecie nami manipulować, ale my i tak sobie z tym poradzimy! Bo nie lubimy kiedy ktoś rusza nasze sumienie takimi hasłami, przyprawia nas to o nerwy, a co za tym idzie dodatkowe niepotrzebne emocje...Postarajcie się inaczej na nas wpłynąć! Oby nie tylko psychologicznymi gierkami!:)
To był taki krótki wstęp, a teraz powiem co robiła źle, że się z nią pokłóciłem!
Kilkanaście godzin przed jej wiadomością napisałem do niej z innego konta, aby podała link do swego bloga, Nie podała, uznała to za zbyt osobiste, swoją drogą chora osobistość, którą oglądają miliony;-/ Sama przysłała wiadomość z adresem tej strony do mnie, nie spodziewałem się tego co tam przeczytałem. Masę rzeczy odniesionych do mnie, że żałuje kłótni ze mną, że chciałaby się nie kłócić ze mną, że dedykuje mi tego bloga, że wstawiła tam piosenki, które kocham najbardziej na świecie...Dużo wie o mnie, ale powiedziałem sobie dość!
Zaczęło się w wakacje, kiedy dowiedzieliśmy się o wynikach naboru do szkół ponadgimnazjalnych. Nie znaliśmy się w ogóle, ale szybko złapaliśmy wspólny język. Gadało nam się super, spotkaliśmy się 01.09 na rozpoczęciu roku szkolnego. Nie poznałem jej, ani ona mnie. Kolejne dni były takim wstępem do więzi. Z dnia na dzień gadało się coraz lepiej, ale...
No właśnie, ale...dziewczyna w ogóle nie miała wyczucia słowa! Była naprawdę uprzejma, ale zdarzały jej się 'humorki', że powiedziała o to jedno słowo za dużo. Nie jeden facet wolałby, żeby humorki ich żon wyglądały właśnie tak:D. Hasła: "Tępy egoisto", "Materialisto", nie były dla mnie bez znaczenia...Reagowałem i mówiłem głośno co myślę o jej opinii o mnie, co znaczą dla mnie te słowa, ale za każdym razem słyszałem to samo: "Ty nie masz uczuć", "W ogóle nie ruszają Cię moje łzy", "Chyba się powieszę..."
Nienawidzimy tego! Powiedzcie cokolwiek, tylko dziewczyny nie próbujcie wzbudzać w nas poczucia winy! Próbujecie nami manipulować, ale my i tak sobie z tym poradzimy! Bo nie lubimy kiedy ktoś rusza nasze sumienie takimi hasłami, przyprawia nas to o nerwy, a co za tym idzie dodatkowe niepotrzebne emocje...Postarajcie się inaczej na nas wpłynąć! Oby nie tylko psychologicznymi gierkami!:)
Tagi:
Historia w skrócie
No to historia z morałem, lecz nie bajka:)
Niedziela, wieczór. Dostajemy telefon z zaproszeniem do baru na piwko, koleżanka ze znajomymi dzwoniły. Sporo problemów z wyjazdem, bo brak auta, mało kasy, ciężko z rodzicami, ale dało rade przeskoczyć każdą barierę:) Dostaliśmy się na miejsce, w rogu przy stoliku siedzą 3 dziewczyny. Jedna dobrze nam znana, dwie widziane na oczy przez nas po raz pierwszy, ale dość urodziwe:P:P Ładne były...Jak to moi koledzy, od razu przystąpili do ataku. Umówili się miedzy sobą, który bierze którą...
To jest właśnie nasz grzeszek, żeby nie było, że tylko dziewczyną wytykam. Ustalamy, miłość schematycznie. Dzielimy się dziewczynami jak przedmiotem, ale to tylko sprawa tego, że mężczyzna chce być szczęśliwy i szuka sobie tej odpowiedniej. Z góry przewiduje jaka okaże się ta dziewczyna, a jaka ta.
Wracając do historii, pogadaliśmy, pożartowaliśmy, jedno piwko, drugie, coraz bardziej się nakręcaliśmy. Dziewczyny wyszły do toalety, więc my zaczynamy szybką ocenę, która ma lepszy tyłek, która większe piersi, typowo po męsku. Dla dziewczyn NIBY ważniejsze jest wnętrze mężczyzny, ale zwykle wolą one przystojnych złodziei niż brzydszych inteligentówJ. My oceniamy wszystko w kobiecie, pierwszy wygląd, bo to widzimy patrząc na dziewczynę idącą ulicą, nie zobaczymy jej duszy, nie dowiemy się baz słów, czy na WOŚP rzuciłaby 10 zł, czy wyzywała kwestorów. Po krótkiej ocenie ułożyliśmy ranking, o dziwo dziewczyna z pierwszego miejsca u mnie była na drugim u reszty. Pomyślałem: „No to lecisz!”, chwilka gadki, trochę bajery, coraz lepiej. Kiedy zebrała się i odjechała N, słyszę słowa: „Ta N jest zajebista! Ja od początku mówiłem, że jest najfajniejsza”. Pomyślałem, że to chore, ale ok., zaakceptowałem. Nie było tutaj mowy na razie o żadnych zakochaniu z mojej strony. Jeden z kumpli R popisał trochę z N na gadu w niedzielę wieczorem, żeby w poniedziałek ujawnić, że chodzą ze sobą. Na twarzy przegranego tego ‘wyścigu’ pojawił się ból i nie dawaliśmy rady go pocieszyć. Co śmieszniejsze, to ona powiedziała mu o tym. I teraz problem: Czy nazwać to miłością?! Czy można być z kimś po 1 widzeniu, 2 godzinach rozmowy w oczy i 2,5 godzinach rozmowy komputerowej? Moje wartości i przekonania mówią jasno: To gówno, a nie miłość! Wygląda mi to bardziej z jej strony na chęć ukojenia bólu po straconej miłości, a z jego na szukanie dziewczyny, żeby ją po prostu mieć. Sylwester, zorganizowany przez A, czyli naszą znajomą, był mały. Mały w sensie ilościowym, mało osób. ‘Kochankowie’ szybko zniknęli za drzwiami drugiego pokoju, blokując dostęp do siebie…R po spożyciu sporej ilości alkoholu, usnął, a N przyszła do pokoju, do którego poszedłem ja. Zaczęliśmy tańczyć, coraz bliżej siebie, coraz swobodniej, ruchy były coraz bardziej wyuzdane… Z R zerwała następnego dnia, tłumacząc się zbytnio prędkością wydarzeń. „To działo się zbyt szybko” mówiła mu, a chłopak żył ciągle nadzieją, że to jest ta jedyna, wielka miłość…
No to pora na morał:
Dziewczyna najzwyczajniej w świecie zabawiła się chłopakiem, jego uczuciami. On zaczynając swoją przygodą z nią liczył na coś poważnego, żeby pokazać, że już kogoś ma, że już można przestać się troszczyć o niego i jego życie sercowe…Dla niej była to forma takiej gierki, powie mu, że coś poczuła do niego, zakręci sobie nim, a potem stwierdzi, że to pomyłka, że czuje więcej do swojego byłego…
Dziewczyny! To strasznie rani i takie sprawy nas ruszają, nie pozostajemy na to obojętni, nie jesteśmy z kamienia, mamy uczucia. Pamiętajcie na przyszłość, że jeśli chcecie zabawy to popróbujcie na lalkach, a nie na ludziach. Bo to cholernie boli, kiedy osoba, którą ja zaczynam poważać w świetle miłości mówi: „Zapomnij o mnie…”
Niedziela, wieczór. Dostajemy telefon z zaproszeniem do baru na piwko, koleżanka ze znajomymi dzwoniły. Sporo problemów z wyjazdem, bo brak auta, mało kasy, ciężko z rodzicami, ale dało rade przeskoczyć każdą barierę:) Dostaliśmy się na miejsce, w rogu przy stoliku siedzą 3 dziewczyny. Jedna dobrze nam znana, dwie widziane na oczy przez nas po raz pierwszy, ale dość urodziwe:P:P Ładne były...Jak to moi koledzy, od razu przystąpili do ataku. Umówili się miedzy sobą, który bierze którą...
To jest właśnie nasz grzeszek, żeby nie było, że tylko dziewczyną wytykam. Ustalamy, miłość schematycznie. Dzielimy się dziewczynami jak przedmiotem, ale to tylko sprawa tego, że mężczyzna chce być szczęśliwy i szuka sobie tej odpowiedniej. Z góry przewiduje jaka okaże się ta dziewczyna, a jaka ta.
Wracając do historii, pogadaliśmy, pożartowaliśmy, jedno piwko, drugie, coraz bardziej się nakręcaliśmy. Dziewczyny wyszły do toalety, więc my zaczynamy szybką ocenę, która ma lepszy tyłek, która większe piersi, typowo po męsku. Dla dziewczyn NIBY ważniejsze jest wnętrze mężczyzny, ale zwykle wolą one przystojnych złodziei niż brzydszych inteligentówJ. My oceniamy wszystko w kobiecie, pierwszy wygląd, bo to widzimy patrząc na dziewczynę idącą ulicą, nie zobaczymy jej duszy, nie dowiemy się baz słów, czy na WOŚP rzuciłaby 10 zł, czy wyzywała kwestorów. Po krótkiej ocenie ułożyliśmy ranking, o dziwo dziewczyna z pierwszego miejsca u mnie była na drugim u reszty. Pomyślałem: „No to lecisz!”, chwilka gadki, trochę bajery, coraz lepiej. Kiedy zebrała się i odjechała N, słyszę słowa: „Ta N jest zajebista! Ja od początku mówiłem, że jest najfajniejsza”. Pomyślałem, że to chore, ale ok., zaakceptowałem. Nie było tutaj mowy na razie o żadnych zakochaniu z mojej strony. Jeden z kumpli R popisał trochę z N na gadu w niedzielę wieczorem, żeby w poniedziałek ujawnić, że chodzą ze sobą. Na twarzy przegranego tego ‘wyścigu’ pojawił się ból i nie dawaliśmy rady go pocieszyć. Co śmieszniejsze, to ona powiedziała mu o tym. I teraz problem: Czy nazwać to miłością?! Czy można być z kimś po 1 widzeniu, 2 godzinach rozmowy w oczy i 2,5 godzinach rozmowy komputerowej? Moje wartości i przekonania mówią jasno: To gówno, a nie miłość! Wygląda mi to bardziej z jej strony na chęć ukojenia bólu po straconej miłości, a z jego na szukanie dziewczyny, żeby ją po prostu mieć. Sylwester, zorganizowany przez A, czyli naszą znajomą, był mały. Mały w sensie ilościowym, mało osób. ‘Kochankowie’ szybko zniknęli za drzwiami drugiego pokoju, blokując dostęp do siebie…R po spożyciu sporej ilości alkoholu, usnął, a N przyszła do pokoju, do którego poszedłem ja. Zaczęliśmy tańczyć, coraz bliżej siebie, coraz swobodniej, ruchy były coraz bardziej wyuzdane… Z R zerwała następnego dnia, tłumacząc się zbytnio prędkością wydarzeń. „To działo się zbyt szybko” mówiła mu, a chłopak żył ciągle nadzieją, że to jest ta jedyna, wielka miłość…
No to pora na morał:
Dziewczyna najzwyczajniej w świecie zabawiła się chłopakiem, jego uczuciami. On zaczynając swoją przygodą z nią liczył na coś poważnego, żeby pokazać, że już kogoś ma, że już można przestać się troszczyć o niego i jego życie sercowe…Dla niej była to forma takiej gierki, powie mu, że coś poczuła do niego, zakręci sobie nim, a potem stwierdzi, że to pomyłka, że czuje więcej do swojego byłego…
Dziewczyny! To strasznie rani i takie sprawy nas ruszają, nie pozostajemy na to obojętni, nie jesteśmy z kamienia, mamy uczucia. Pamiętajcie na przyszłość, że jeśli chcecie zabawy to popróbujcie na lalkach, a nie na ludziach. Bo to cholernie boli, kiedy osoba, którą ja zaczynam poważać w świetle miłości mówi: „Zapomnij o mnie…”
Tagi:
Historia pewnej miłości


